PODRÓŻE SKANDYNAWIA / KRAJE NORDYCKIE

Relacja ze Svalbardu, pierwsze wrażenia, emocje, zachwyty i migawki z podroży.

17 września 2019

Nie skłamię gdy powiem, że na tę podroż czekałam od lat. Pierwsza myśl o Svalbardzie zrodziła się podczas podroży na Nordkapp, tu inni chorujący na Północ towarzysze wyjazdu snuli zaraźliwe plany wyprawy najdalej jak się da na Północ. Nawet gdy stanęliśmy juz na kontynentalnie najdalej usytuowanym cyplu północy, padło zdanie: to teraz trzeba zaplanować Svalbard. I patrzyłam tak w to Morze Północne wyobrażając sobie, że gdzieś tam jest ten ląd, na którym kiedyś stanę. I stało się 6 lat później jestem!  Nie ma w tej relacji miejsca na chłodny obiektywizm, jest tylko szczęście spełnionego marzenia i radość z każdej sekundy na Północy. Każda komórka mojego ciała wiedziała, że ma zapamiętać każdy moment, każdą chwilę, bo przez następne miesiące i lata będę wracać do tych wspomnień. Zacznijmy więc tym pełnym emocji i wzruszenia wpisem relację ze Svalbardu, ze Szpitzbergenu czy jak kto woli Spitzbergenu. Najdalej na Północ wysuniętej ziemi na świecie, skąd tylko 1300 kilometrów dzieli nas od Bieguna Pełnocnego!

Bilety upolowane pod koniec maja, nocleg zabukowany i każdego kolejnego miesiąca zakup kolejnych wycieczek, by nie doznać naraz szoku ile to wszystko kosztuje (spokojnie podliczyłam całość rozpiszę Wam to w praktycznym poście, o cenie lotów i noclegu pisałam w tym poście.
Zycie jest wielkie – jak glosi tag na murze w Longyear.
Radosc i pierwsze chwile na wyspie, niezapomniany moment, gdy powietrze pachnie tak, az boli!
Przeczytane przed wyjazdem książki, oraz lista tych do doczytania po podroży. Przeczytane relacje innych blogerów, których nie jest wiele i ciagle kołatające się po głowie pytanie. Czy powinnismy mieć zgodę na bron, czy powinnam chodzić na strzelnice i zacząć załatwiać papier?  
Dziś już potrafię na nie odpowiedzieć. Bron nie jest potrzebna gdy jedziesz do Longyear i na wycieczki statkiem jeśli jednak chcesz opuścić miasto i pójść samotnie na treking w głusze – to musisz mieć z sobą broń lub wynająć przewodnika z bronią. Nie wolno opuszczać Longyear bez broni, bowiem misie polarne krążą dookoła w poszukiwaniu żywności. Ich populacja jest liczniejsza niż ludzi. Białych niedźwiedzi jest ok. 3500 a ludzi 2500, statystycznie łatwiej spotkać misia niż człowieka, w praktyce nie jest jednak tak źle. Ale warto mieć się na baczności.
Czy na Svalbardzie są misie polarne?
co robić w Longyear? Wszystko zaznaczone na tym znaku, dokładnie rozpisze Wam to w poście dedykowanym stolicy Svalbardu.
Nasz plan był prosty, każdy dzień na długo przed zaplanowany. 
Przylecieliśmy do Longyear ok 12, zakwaterowaliśmy się w uroczym hotelu Coal Minor, który kiedyś prawdopodobnie był górniczym barakiem dziś nawiązuje do górniczej historii miasta. Tuż nad naszym hotelem wejście do niedziałającej juz kopalni, a z okien widok na faluńską czerwień sąsiedniego domku i dolinę z kolorowymi domkami Longyear.  Pierwszy dzień minął nam więc na odkrywaniu tego miasta, wszystkich zakamarków, wizycie w super markecie i obsesyjnym cieszeniu się powietrzem klimatem, slońcem (Svalbard to arktyczna pustynia, rzadko tu pada!) i temperaturą! 1-2 stopnie no i tą rześkością. 
Następnego dnia czekał na nas wyjazd do Piramidy, moje ogromne marzenie, opuszczona rosyjska wioska na tle lodowca, usytuowana najwyżej na Północ. Niesamowite, fascynujące miejsce, któremu poświęcę osobny wpis.  Dzień na statku, widok na Longyear z morza, pierwsze spotkanie ze Svalbardzkim lodowcem, grill na statku oraz wizyta w wymarzonej Piramidzie to jedno z piękniejszych wspomnień w życiu. Cały czas ciężko mi uwierzyć, że naprawdę tam byłam.  Do miejsca płynęliśmy na statku PolarGirl, gdzie towarzyszem i przewodnikiem był Tobby, z Niemiec, który 9 lat temu pracował na Spizbergenie i teraz postanowił wrócić tu ponownie.

Opuszczony basen w Piramidzie
Kawa, ksiazka, cieply sweter i lodowce za oknem!
PIramida nad Piramidą
Sala gimnastyczna w Piramidzie
Pocztowka z Piramidy
Kolejny dzień na statku, tym razem wyprawa przez otwarte morze do lodowca i Barentsburga. Otwarte morze, wysokie fale i kołysanie, równa się choroba morska. Walczyłam jednak dzielnie! Siedziałam przez cale 2 godziny na zewnątrz przykryta kocem pijąc gorąco wodę (po wszystkim innym chciało mi się wymiotować). Spotkałam grupę Wlochów z Sycyli, którzy mieli ten sam problem. Powiedzieli mi o tabletkach od kucharza i dolnym pokładzie gdzie mniej wieje i mniej odczuwa się kołysanie. W konsekwencji wspólnie w milczeniu wpatrując się w lodowce za burtą staraliśmy się przetrwać ten poranek. Wygrzebałam się stamtąd cudem (co robił w tym czasie Fahad? Spal! Tez go wzięło więc uznał, że się prześpi). Po 2 tabletkach, przykryta dwoma kocami wpatrzona w magnetyzujący horyzont, poczułam się lepiej. Chwilę później dostałam najlepszą zupę rybną jaką jadłam w życiu! Przepis jak się uda tak jak na statku zaserwuje Wam na blogu. 

Poranek na statku, mrozne powietrze i czyste niebo, kawa z takim widokiem smakuje j as k raj!
Emerycki relaks i popijanie gotowanej wody
Jeszcze bardziej emeryckimoment, z baz owana chorobą morską. Ale ciagle szczesliwa. 🙂
Regeneracja i powrot krolowej tej lajby!
Barentsburg był zaskakujący, nie miałam wielkich oczekiwań, Piramida była dla mnie najważniejszym punktem, a jednak to rosyjskie miasto potężnie mnie zaskoczyło. Nie mniej niż jego architektoniczny miks oraz mijana po drodze dawna rosyjska osada, która dziś jest kolejnym niezwykle malowniczym punktem widmo. O Barentsburgu, tym co warto tu zobaczyć oraz historii miasta będzie osobny wpis.
Po drodze zatrzymaliśmy się na postój przy kolejnym Lodowcu. Te wielkie błękitne Lodowce to odrębna historia. Tutaj brak słów, by opisać piękno i zachwyt. Ciężko ułożyć wystarczający komentarz, dlatego przeważnie na stories pisałam Wam brak słów. Po takim spotkaniu oko w oko z błękitna ścianą człowiek na długo pragnie milczeć i wpatrywać się w jej błękit, aż nie zniknie na horyzoncie.
Miasto widmo
To jest szczescie!
Najlepsza zupa rybna w zyciu!
Kolejne dni spędziliśmy w Longyear, wspinając się po okolicznych pagórkach, odwiedzajac puby i wszystkie istniejące atrakcje, które opisze wam skrzętnie w poście (co warto zrobić w Longyear). Dni mijały nam we wspaniałym rytmie, pysznych śniadań, gdzie jadłam nieprzyzwoite ilości brązowego norweskiego sera, za który dałabym się pokroić (czasem myślę, że wracam do Norwegii tylko dla niego:))  długich spacerach w zimnie i wietrze na zewnątrz, oraz rozgrzewających kubkach herbaty i kawy, gotowaniu cieplej kolacji i wizytach w supemarkecie. I kolejnych wieczornych spacerach oraz wizytach w pubie ( tu piwo jest tańsze niż w Norwegii). Co więcej na Svalbardzie mają nawet swój browar. Mam wrażenie, że nie ma w Longyear uliczki, która byśmy się nie przeszli przynajmniej dwa razy! Industrialna zabudowa w surowym klimacie to magnes, który przyciąga.
Idealne miejsce na posiadowki w biale noce i na polowanie na zorzę!
niezwykłe miejsce w Longyear, kawiarnia stworzona w Palmiarni, kwiaty nie maa lekko zimą, ale efekt gdy wchodzi się do tej mini jugli w Arktycznej pustyni jest szokujący!
Czy tylko na mnie robi to wrażenie? Czy to Śląska natura, przeze mnie przemawia, czy po prostu jest to epicki krajobraz?
Wodok z góry na kolorowe Longyear
Na Krańcu świata.
Podczas naszego pobytu udało nam się również odwiedzić psiarnie i poprowadzić psi zaprzęg, w najpiękniejszych okolicznościach przyrody! Dolina w której udaliśmy się na przejażdkę była jedną z najpiękniejszych jakie widziałam w życiu! To było prawdziwe przeżycie, o którym napiszę Wam osobno.
jeden z najpiękniejszych dni!
To jest Foksy! O Foksy opowiem Wam dokładnie w osobnym poście!
Tommy i jego psiaki, postuj na wodę
Pomoc drogowa nadciąga:)
Rzadko zdarza nam się gotować podczas podroży, tutaj jednak z konieczności (kompletnie nie ma sensu jeść w norweskich restauracjach, ceny wbijają w ziemię!) stało się to częścia fantastycznego rytuału. Piękny salon z bauhausowymi krzesłami, surowe drewno i widok na górę z kopalnią, oraz stado ptaków przechadzających się pod oknem. W takim otoczeniu, każda chwila jest drogocenna, a spaggetti domowej roboty smakuje jak danie z gwiazdkami michelin. Ja wspiełam się na wyżyny i zrobiłam danie niczym w IKEA, czyli kloscy z borówką i piure ziemniaczane ( z proszki!). Zakochaliśmy się również w tutejszych gofrach, które oczywiście najlepiej smakują z brązowym serem i śmietaną oraz dżemem!
uwielbiam ten salon! Te bauhausowe krzesła!
no make up, relaks, w koszulce z Piramidy:) wcinam makaron z serem, bo przy tych mrozach, mój organizm dopominał się wszystkiego co tłuste ciężkie i ciepłe! Ser żółty i makaron były najwyżej na liście moich kulinarnych marzeń:)
moje kulinarne wyżyny i krystaliczne szczęście – czyli dżem z borówki!
Podczas dwóch dni na statku uświadomiłam sobie jak niezwykłą radość daje kubek herbaty, po tym jak dotknie nas przeszywający mróz i wiatr móc okryć się kocem, położyć nogi w wełnianych skarpetach na grzejniku i pic gorącą herbatę wpatrując się w surowy, zapierający dech w piersi krajobraz to uosobienie hygge czy jak wolą Norwegowie kos. Przytuloność, klimat radość, błogość.  Tak zapamiętam ten wyjazd.
Falunska czerwien i gorąc herbaty..
Bez wątpienia był to jeden z najpiękniejszych wyjazdów w moim życiu. 
Juz w samolocie spisałam dla Was praktyczne posty, które będę Wam dawkować na blogu, czego możecie się spodziewać? Ze na Północ wrócę szybciej niż myślałam!


Lista postów ze Svalbard-u, które pojawią/ pojawiły się na blogu:

  1. Jak kupić tanie loty na Svalbard?
  2. Relacja ze Svalbardu
  3. Piramida sowiecka perełka na końcu świata
  4. Barentsburg, gdzie Norwegia łączy się z Rosją
  5. Wizyta w psiarni i przejazd psim zaprzęgiem na Svalbardzie
  6. Co robić w Longyearbyen stolicy Svalbardu. Top 15 atrakcji.
  7. Jak na własna rękę zorganizować wyjazd na Svalbard, gdzie jeść spać i ile to kosztuje.
  8. Co przywiozłam ze Svalbardu, co warto kupić na Spitsbergenie?
  9. Co przeczytać przed podróżą na Svalbard? 6 książek o Arktyce!
  10. Co musisz wiedzieć o Svalbardzie przed podróżą?
  11. W co się ubrać lecąc na Koło Podbiegunowe- moje porady i 4 stylizacje.  

This post has already been read 534 times!

You Might Also Like