KULTURA LIFESTYLE REFLEKSJE WNĘTRZE

Refleksje z czasów izolacji. czego dowiedziałam się o sobie? Co dobrego w marcu, kwietniu i.. maju? Książki, filmy, seriale i inne.

22 maja 2020

Dawno nie było wpisu z kategorii co dobrego w.., czas to zmienić. Może i nastała nieco inna rzeczywistość, ale warto i w takiej okrojonej z wielu atrakcja codzienności szukać uroku. Zapraszam Was na przegląd najlepszych momentów z minionych dwóch miesięcy ( właściwie 2,5), polecenia kulturalne oraz refleksje z czasów izolacji. Gotowi?

Może Was rozczaruje, nie upiekłam chleba, nie oddałam się medytacji, nie ćwiczyłam z trenerkami online, za to dowiedziałam się kilku rzeczy na swój temat i o tych refleksjach i o tym, co u mnie będzie dziś.

Refleksje z czasów izolacji. 


Zastanawiałam się gdy to wszystko się zaczynało jak do tego podejdę, czy dowiem się czegoś nowego o sobie? Czy odkryje coś o czym nie miałam pojęcia? Izolacja to nowa sytuacja dla nas wszystkich. Starałam się spisywać wnioski na bieżąco by mi nie umknęły, gdy przyjdzie czas na powrót do nich, łatwo wyprzeć takie chwile, dlatego podręczny notes służył pomocą, już dziś ( gdy sytuacja nieco zelżała), niektóre rzeczy wydają mi się przewidzeniem.  

Rutyna dobra na wszystko. To podstawowy wniosek, czyli wyuczone w normalnych czasach zasady funkcjonowania, poranne wstawanie, ogarnianie siebie, nie siedzenie w dresach ( nie dam rady funkcjonować w takim stroju) konkretne zasady, godziny żywienia, godziny na wyjście z psem, to wszystko pozwoliło mi uniknąć wielu problemów, które mogą się przytrafić w takiej sytuacji.
Ta sytuacja, tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że dobre nawyki i dyscyplina, mogą ocalić człowieka ( dosłownie).

O tym co ubrać do chodzenia po domu/ jak planować tydzień/ w cyklu ogarnij życie, znajdziecie tu dużo o rutynie, a także wpis o 23 nawykach, które warto wyrobić.

Ruch fizyczny to konieczność . Gdy zauważyłam u siebie pierwsze oznaki spadku nastroju, od razu zamówiłam stacjonarny rower i zaczęłam oglądać serialne jadąc na nim. Tęsknie ja diabli za moją salą treningową i interwałem prowadzonym przez ukochaną trenerkę. Nigdy nie pomyślałam, ze bede tęsknić za ćwiczeniami, ale jak widać każdy z czasem dorasta, lub inaczej – kiedyś każdy z nas znajdzie sport który go wciągnie:)


Praca zdalna to dużo większa efektywność. Tak, tutaj nic mnie nie zaskoczyło. Moja firma działa super, praca zdalna była u nas normą, więc wprowadzenie frmy w taki stan też nikogo nie zdziwiło. Z dnia na dzień praca zdalna zaczęła być normalnością dla nas wszystkich. A prawda o komunikacji miejskiej i dojazdach, które odbierają energię stała się faktem. Czasu jest zwyczajnie na wszystko więcej. A nasze czasy to błogosławieństwo.  Możesz prowadzić video konferencje, dzwonić do siebie na ploty na teamsach i udawać, że właściwie wszystko jest ok. na burze mózgów możemy się zwoływać codziennie po 30 minut i jakoś energii mniej się na to traci niż latając po piętrach w naszej uroczej will przy Królikarni. Mam za sobą dwa przetargi i sporo rozmów z klientem, myśle, że mogłabym tak pracować do końca życia:) . Mam jeden zasadniczy wniosek – praca z domu stresuje mniej. nawet jeśli ostatnimi czasy grafik był napiety po brzegi, fakt, ze mam pod nogami małą białą kulkę, która tuli się i pociesza, jest niesamowitym buforem napięć i stresu. Właściwie to teraz odczuwam stres i dysonans przed powrotem do biura, praca zdalna sama w sobie w takiej formie jak dla mnie jest celem i niesamowicie podnosi efektywność, oraz moim zdaniem jakość życia ( mniej stresu, większe skupienie ( większa satysfakcja z pracy) i więcej czasu na życie- win -win.

Nowe- stare 🙂 plakaty nareszcie oprawione no i Marcel Breuer (krzesło), o którym niebawem więcej:)


Dom to studnia bez dna. W czasie izolacji udało mi się skończyć wszystkie niedomknięte rzeczy w domu (co prawda sofy właściciela się nie pozbędę :/) ale resztę udało mi się zmienić . Jest więc wreszcie po mojemu. Przemalowany przedpokój, powieszone plakaty (część opartych o ścianę ) oczywiście mam na liście jeszcze kilka rzeczy, designerskich perełek, które chętnie upoluję jeśli znajdzie się vintage okazja. Ale w rzeczach vintage właśnie o to chodzi, by się nie spieszyć, dla cierpliwych są okazje na targach staroci i wyczekane perełki na olx czy grupach facebookowych. Co na mojej liście? Zbieram się do posta na temat rzeczy vintage, ale zdradzę, że powoli szukam  (mocno patrząc na ceny) tekowej duńskiej komody z lat 60 i (…) i kilku innych drobiazgów, nie dostępnych jednym kliknięciem od tak – i tu cała frajda. Niemniej jednak koszmary w stylu miętowego przedpokoju  czy meblościanki z lat 2000 i zostały zażegnane dopiero w takim wnętrzu czuję się zrelaksowana. Ratan, drewno, vintage dodatki i mocne akcenty, pamiątki z podróży i książki, pokaże Wam na niedługo nieco więcej w poście o wnętrzu.

Pies to zbawienie.  To zbawienie bo ma się przy sobie cały czas przyjaciela, maskotkę do całowania, towarzysza na smutki i kompana, który nie pozwoli zaburzyć rutyny, bo on sam najlepiej wie kiedy trzeba wstać ( nawet w sobotę!), kiedy jeść, kiedy zrobić przerwę na przytulanie i iść na dłuższy spacer. Jeśli masz problem z dyscypliną lub chciałbyś nauczyć się rytuałów – pies pomoże, ale to tez ogromna odpowiedzialność. 

Jeśli nie mogłabym podróżować przez dłuższy czas zajęłabym się dogłębnie architekturą i designem XX wieku. Postanowiłam, tak jak pisałam w moich 47 rzeczach, które zrobię tej wiosny, że niczym student wyciągnę zeszyt i będę codziennie wertować internet, albumy i książki w poszukiwaniu wiedzy na temat styli, epok, twórców i manufaktur. I zrobiłam to! Ile radości sprawiło mi pochylanie się nad świeżutkim opracowaniem  Asteroid i Półkotapczan, powrót do Zacznij Kochać Design czy albumu od przyjaciela, do którego dorosłam naprawdę dopiero teraz „Lata 60”. Była też pozycja  mojej pani profesor Irmy Koziny : Polski Design i masa notatek! Z wypiekami na twarzy, czytałam o polskim wzornictwie i krzesłach, które zawsze mnie kręciły (niedługo post o 10 modelach, które trzeba znać). Brakowało mi do tej pory czasu. Teraz po pracy, wysikaniu Fanka odrazu mogłam zamknąć laptop i analogowo z długopisem w ręku uczyć się jak 10 lat temu. A później co rano powtarzać to co się dowiedziałam dzień wcześniej, by nie umknęła świeża wiedza.  Przede mną jeszcze sporo materiałów, gdy tylko dotknie się tematu wzornictwa szybko zdajemy sobie sprawę, że nigdy nie będziemy się na nim znać. Można znać ułamek, jakąś kategorię, ale to ziarno w morzu cudów i może to jest tak fascynujące? Z architektury zostało mi wiele  wspaniałych pozycji, typowym dla mnie zwyczajem czytam wiele naraz. Wybierając to od czego chce zacząć tak by kompletować wiedzę blokami. Więc nie koniecznie połknęłam całego Le Corbusiera, ale udało mi się poznać z tymi epizodami, które mnie interesowały w pierwszej kolejności (obsesja na punkcie Unité d’habitationt). Wróciłam do Springera, którego uwielbiam, przede wszystkim wtedy gdy pisze o architekturze. Powrót z długopisem w ręku do Wanny z Kolumnadą uświadomił mi,  jak zmieniłam się ja sama od czasu pierwszej lektury. Czytałam to DZIEŁO 7 lat temu na wyrywki jako, buńczuczna wojowniczka pełna pogardy dla wszystkich, którzy nie rozumieją estetyki i wybierają ‚źle’. Dziś wyniosłam z tej książki przede wszystkim poczucie, że Polaków nikt estetyki nie nauczył, dlatego jeśli tylko można trzeba ich edukować. Nie oceniać, nie ganić, a pomagać. Wspólnymi silami możemy odczarować naszą codzienność, nawet nieco odmienić pasteloze.


Napewno powstaną dwa posty – na temat książek o Designie i książek o architekturze ( tu chyba nawet w dwóch kategoriach). Najchętniej zrobiłabym to w formie vloga. Tymczasem w temacie powstała lista filmów o architekturze, które warto zobaczyć.

tu powstaje przewodnik

Podróże są częścią mojego jestestwa, gdy nie podróżuje wymyślam trasy, które odbędę gdy tylko się to skończy . Okłamuje się notorycznie, że nastąpi to szybciej niż pewnie będzie możliwe, ale te drobne kłamstwa pozwalają mi jakoś to przetrwać, gdy okazuje się , że kolejny raz przedłużone zostają obostrzenia dotyczące granic, ze spokojem aktualizuje plany podróżnicze, w końcu wiedziałam, że to mrzonki:) ale te kartki z trasami, i internetowe wojaże po google maps, z sprawdzaniem odległości i rozpiska na dni ( typowe dla mnie ukochane zajęcie!) bardzo pomagają.  Wręcz nazwałabym je życiodajnymi i terapeutycznymi.  Niestety zauważyłam coś czego sama się nie spodziewałam – motywacja zależna jest od oczekiwania na wyjazd, totalnie zablokowałam się na pisanie, nie widząc szansy, by zaraz po zakończeniu wyjechać eksplorować kolejne z miejsce.  Dopiero końcem kwietnia, początkiem maja, gdy zaczęło się wydawać bardziej realne, że jednak będzie można pojechać w Europę, energia do mnie wróciła, motywacja i trello zapełnione kolejnymi taskami. 


Potrzebuje miasta i ciągłej stymulacji. Ta izolacja uzmysłowiła mi przede wszystkim to co wiedziałam od dawna: jestem człowiekiem miasta. Potrzebuje miasta do szczęścia. Gdy nie podróżuje chce odkrywać zakamarki metropolii, w której żyje i musi być ona na tyle duża, bym mogła mieć ciągle poczucie, że mam jeszcze coś do odkrycia. W marcu, gdy wszystkie obostrzenia były bardzo surowe, chodziłam w okolicy domu, z Frankym, 4 ulicami zamykając spacery w kwadracie. Niewielkim wyrywku Śródmieścia Południowego, którym przemierzałam się w 40 minut żółwim tempem by tylko nacieszyć oczy rzeźbieniami na fasadach i detalami architektonicznymi.  Skoro nie mogłam podróżować dalej, podróżowałam głębiej. Zaczęłam wczytywać się w historie każdej z kamienic, numer po numerze, architekt po architekcie. A gdy już dotarłam do jakiegoś nazwiska drążyłam dalej.. I tak udało mi się odbyć wirturalnie masę spacerów po Śródmieściu. Opisze Wam je z najlepszymi historiami na blogu niedługo, żebyście mogli tak jak ja powolnym krokiem odbyć spacer pełen architektonicznych uniesień.

Lubie żyć w centrum. Ta sytuacja potwierdziła również to o czym wiedziałam od dawna, nie dla mnie duży domek na obrzeżach pod lasem. Potrzebuję do życia tętniącego centrum, kosztem metrażu. 100 metrów na przedmieściach zamienie na 38 w centrum. Jak zrobiłam 7 lat temu. Cały czas czuje, że to była dobra decyzja. Nie obudziła się też we mnie potrzeba posiadania, dobrze jest jak jest. A ja z wszystkich sił jestem wdzięczna za miejsce, w którym mogę mieszkać.  Czy jest głośno wystarczająco by czuć, że żyje:) Lubie ten szum miasta.


Potrzebuje kultury. Wybrałam życie w mieście, by w nim uczestniczyć i od lat to robie, gdy opuściłam Jaworzno i zamieszkałam w Londynie – wiedziałam, że wybierając życie w mieście, robie to świadomie, by wykorzystać je w pełni, chodząc po galeriach (sztuki) , targach miejskich, kulturalnych eventach i odkrywając je do granic możliwości. Ten schemat życia przeniosłam na Warszawę. Nie było tygodnia odkąd żyje w Warszawie, bym nie była na spotkaniu autorskim (w Insytucie R, Big Book lub BookBook) lub na wystawie w Zachęcie lub Zamku Ujazdowskim, lub w jednym ze studyjnych kin ( to moja medytacja samotne wyjścia do kina!) , a wszystko to zawsze przeplatane spotkania z podróżnikami w jednym z klubów jak np. Południku zero, Nie brakowało też obowiązkowo spacerów tematycznych po Warszawie. A także odkrywania nowych foodie lokacji. Życie w mieście, kultura, kontakt z ludźmi podczas spotkań literackich, czy estetyczne doznania są dla nie tym czym dla wielu cotygodniowe wyjście do lasu.  Robiłam to przez ostatnie lata automatycznie, intuicyjnie gnana wewnętrznym pragnieniem, teraz uświadomiłam sobie jak bardzo istotny jest to element mojego życia. Nieco rekompensowały te braki inicjatywy w internecie, Livy z pisarzami, oraz blogerami organizowane przez Nordic Talking! ( bardzo wam poleca) czy wydawnictwa takie jak Czarne oraz Poznańskie, to wspaniała sprawa. Filip Springer, Wiktoria Małkiewicz, ale też live z Katarzyna Tubylewicz, wspaniałe spotkania, które na chwile rekompensowały te braki. Tym spotkaniem online, którego napewno nie zapomnę była możliwości – posłuchania „na żywo” Jo Nesbo! Autora  Harrego Hole! 

moje dania w 8 minut na 3 dni:)

Największe rozczarowanie? Problem z pisaniem.
Najbardziej zaskoczyła mnie moja niemoc. Byłam pewna, że spokojnie skończę przewodnik, został mi jeden duży rozdział i takie drobnice ( cztery podrozdziały). Okazało się, jednak, że nie potrafię usiąść i tego rozdziału skończyć. Dopiero w drugiej połowie kwietnia udało mi się usiąść do pisania. Poczucie, zamknięcia i braku wyboru zadziałało na mnie deprymująco i kompletnie nie potrafiłam się skupić. Motywująco działa na mniej wizja planu na wyjazd, wówczas potrafię pracować szybko, motywować się odliczać dni. A wiecie jak to jest, gdy nie idzie coś zgodnie z planem zaczyna się uruchamiać „kula gnoju”, którą toczymy – obwiniając się coraz bardziej. Znacie ten mechanizm, napewno prawda? Wygląda mniej więcej tak: Nie mogłam pisać wczoraj, wstałam dziś i przegapiłam się przez godzinę w ścianę, na której wisi mapa. Finalnie uznałam, że jestem niezdolna do pracy, beznadziejna i lepiej juz odrazu się poddać. ( tak i też się zdarza). .. Z każdym tygodniem jest gorzej…- to koszmarna machina brr, nieźle dała mi się we znaki na przełomie marca i kwietnia. Dlatego cieszę, się, że w zeszłym tygodniu zrobiłam wielki krok i w ten weekend mam zamiar skończyć ostatni z zaległych podrozdziałów i całość odesłać do ostatniej korekty.  Przewodnik ma realną szanse zostać skończony w maju, a wydany 2 lipca.
Co mogę Wam poradzić na podstawie swoich doświadczeń? Nie bądź dla siebie zbyt surowa, każdy ma prawo do przestoju, tym bardziej w sytuacji, w której cały świat się zatrzymuje.


Co dobrego zobaczyłam seriale i filmy?
Zobaczyliśmy Grę o Tron.To był wyczyn, zobaczyliśmy my ją od początku do końca, a ja rysowałam na kartce wszystkie relacje miedzy pojawiającymi się postaciami, by ułatwić zrozumienie skomplikowanej fabuły. A później gdy już skończyliśmy była wielka pustak. Po zobaczeniu takiego serialu, człowiek czuje się jak po zakończonym związku, potrzebuje przerwy nie może zaangażować się odrazu w nową relacje🙂 Ciężko się wciągnąć w cokolwiek. Po licznych próbach ( Frontier, Wikingowie czy kilka innych, których juz nawet nie pamiętam) Finalnie uznaliśmy, że nic w klimacie Gry o Tron nie może być zobaczone po seansie tego serialu, przynajmniej nie w najbliższym czasie . I zaczęliśmy Casa de papel, które było genialne. Wzbraniałam się przed nim jak dzika, a później poszło. Po nim otworzyłam się na produkcje hiszpańskie i zobaczyliśmy kilka dobrych filmów : m.in Fatamorgana. ( o najlepszych serialach napisałam Wam ostatnio posta, Trafiła tam oczywiście zarówno Gra o tron jak i Dom z Papieru).

Postanowiłam obejrzeć klasyki, które od dawna były na mojej liście ( jak pisałam w 47 rzeczach) Bergman to dopiero początek,🙂Tramwaj Zwany pożądaniem ,Bulwar zachodzącego Słońca, Kto się boi Virginii Woolf, Pożegnanie z Afryką czy Persona

I tu chciałam się na chwilę zatrzymać, przez wiele lat nie potrafiłam oglądać klasycznych filmów, zwyczajnie w świecie mnie nudziły. Może potrzebowałam dorosnąć? Nie wiem co się stało, ale oglądałam każda jedną z wielkim przejęciem i co najważniejsze uświadomiły mi ( szczególnie Bulwar oraz Kto się boi – jak wiele tracę oglądając dzisiejsze produkcje nie znając klasyków, do których mimo chodem często nawiązują znane mi bardziej współczesne filmy. Jeśli nie do samej fabuły to do sposobu przedstawiania problemu czy przerysowywania postaci.



Żeby nie było, że wszystko takie  ambitne, połknęłam jak dzika hiszpańską produkcję (65 odcinków)  Grand Hotel i byłam tak zachwycona jak w czasach gdy nie spalam z powodu Plotkary :). Czyste guilty pleasure. Po nim z pisarską niemocą zarzuciłam 8 odcinkowy serial Valeria (oszustka), która udaje, że napisała powieść, a  w rzeczywistości  nie potrafi ruszyć z nad pustego ekranu komputera 🤣. Świetne na oderwanie. Aktualnie do poduszki ogadam: W czasach wojny, też hiszpańska produkcja. Kostiumowy miły idealny na oderwanie.

Książki. 
Czytałam dużo, wszystkiego 🙂 Wannę z kolumnadą, Kanadę, Rok 1947 i  Kraj nie dla wszystkich – wszystkie takie dobre, że zasługują na osobny post. oraz masę pozycji o Designie, o których nieco napisałam wcześniej, tak jak wspomniałam, będą dwa posty – o książkach, niebawem. Były też audiobooki o Rosji – Imperium Ryszarda Kapuścińskiego oraz opowieść niani z Paryża mieszkającej z Rosyjskimi Oligarchami ( 4 godzinna, lekka opowiastka) idealna na wiosenne porządki, polecam jako lekturę na start w temacie Rosja: Sceny z życia rosyjskich milionerów.


Co z przewodnikiem?

Na koniec, krótko, bo o tym chciałabym napisać w swoim czasie osobno, ale tak, żebyście wiedzieli jak wygląda sytuacja…. Teraz zaczyna się jazda bez trzymanki – przed moimi korektorami dwie korekty przewodnika ( mamy na liczniku 250 stron bitego tekstu) oraz składanie go. Szczerze przyznam, że liczyłam, że bede mogła ruszyć ze sprzedażą jutro, w moje urodziny, ale fakt, że jest na takim etapie, przed 31 urodzinami tez jest ok. Planowana sprzedaż przewodnika wstępnie na 2 lipca. Niedługo powiem Wam więcej w temacie już niebawem, gdy będę mogła potwierdzić termin na sto procent. Sklep jest w fazie testów ( narazie ostrożnie, ale powoli zaczynam się cieszyć:)).
Uff. to by było na tyle.

A teraz WY ! Jakie są Wasze refleksje z czasów izolacji? czego dowiedzieliście się o sobie? Ci Was zaskoczyło? Dajcie koniecznie znać!

uściski.

Jess

bez miliona kubków wokół nie ma pisania:)
kocham to wpadające do mieszkania światło
nie da się pisać bez źródeł

A na koniec trochę migawek z ostatnich tygodni:

This post has already been read 645 times!

You Might Also Like