Uncategorized

Wilanowskie impresje

25 maja 2012
 Ach ta stolica! Ponieważ w Warszawie nie
bywam często (przez ostatnie 4 lata średnio raz maksymalnie
dwa razy do roku) robi na mnie spore wrażenie. Z natury –
kocham duże tętniące życiem i stylem miasta. Być może za mało mam
okazji by wysunąć absolutnie poprawne wnioski, na temat
Warszawy, jednak z perspektywy obserwatora z doskoku – jawi
mi się ona jako miasto postępujące. Z każdą kolejną
wizytą widzę progres. Widzę  te kroki
milowe, które wykonuje z roku na rok –
by zbliżyć się do zachodnich miast i zyskać pełnoprawne miano
europejskiej stolicy. Cieszy mnie to niezmiernie i napawa dumą. 
W ciągu dwóch dni, odwiedziłam wiele miejsc, znanych i nieznanych.
Wszystkie jednak były mi w pewien sposób bliskie, za sprawą
literatury, dzięki której obcowałam z nimi wielokrotnie.

Jednym z nich był Wilanów, nie miałam szczęścia widzieć go wcześniej na własne oczy. Znałam go doskonale z reprodukcji i historii. A w szczególności z  biografii Marysieńki ( Marii Kazimiery D’Arquine) żony Jana III Sobieskiego oraz licznych biografii Izabeli z Czartoryskich Lubomirskiej (jednej z licznych właścicielek pałacu)o której mam sposobności pisać magisterke. Dlatego też to miejsce, zrobiło na mnie piorunujące wrażenie. Pomimo wybujałej wyobraźni, w której miejsce to wyimaginowałam sobie jako raj na ziemi i niewyobrażalną pieszczotę dla oka, nie byłam rozczarowana. To nie znaczy, że Wilanów jest niewyobrażalnie piękny, bo nie jest. Jednak udało mi sie poczuć aurę tego miejsca, gdy przechodziłam przez kolejne komnaty z rozmarzeniem myślałam o Izabeli. Przymykałam leciutko oczy i wyobrażałam sobie jak po tej podłodze, po której teraz stukam obcasami –  szeleściła swą suknią osadzoną na ciężkiej rogówce (stelażu metalowym – prototypie krynoliny)   i tupała swymi małymi stópkami w przyciasnych bucikach. Cudownie było móc zobaczyć sypialnie i łazienkę drogiej mi Magnatki. Kobiety – która żyła w tym miejscu przeszło 200 lat temu, a stała mi sie bliska za sprawa listów, biografii i relacji pamiętnikarzy.
 To cudowne odwiedzać miejsca – które wcześniej poznało się za sprawą historii, sztuki bądź literatury, zachęcam Was do podroży z pewnym przygotowaniem. Nakład pracy jest co prawda spory, ale efekty? Nieporównywalne do zwykłych wrażeń z „włajażu”. 

Sesja o trochę innym charakterze, moi znajomi sukcesywnie wyśmiewali moje pozy:) stąd nie dający się ukryć uśmiech:) Za zdjęcia dziękuje Marysi i Oskarowi

ZARA:SUNGLASSES/ OKULARY STRADIVARIUS: SHIRT/KOSZULA BERSHKA: DRESS/ SUKIENKA HUMANIC: SHOES/ BUTY MANGO: BAG/ TORBA

This post has already been read 324 times!

You Might Also Like