SLOW FASHION

6 moich festiwalowych stylizacji z BloomTownFair

5 września 2018

Uwielbiam festiwale! I sama nie jestem pewna, czy chodzi o muzykę czy bardziej o klimat wyzwolenia i wolności na każdym polu, przede wszystkim tym modowym. To taka genialna przestrzeń na najbardziej kreatywne szalone, śmieszne pomysł. Można testować, próbować kombinować i nikt nas negatywnie nie będzie oceniać. Zastanawiałam się co trzeba byłoby założyć by spotkać się z krytyką na festiwalowym polu? Nie wiem, może wy macie pomysł, no chyba jedynie niebieska koszula i garsonka i szpiki przychodzą mi do głowy wszystko inne dozwolone. Czy to nie brzmi jak raj? Dziś pokazuje Wam jak jak wykorzystałam tą wolność bawiąc się formą fakturą, deseniem wszystkim jak wlezie:) Eklektyzm pełną gębą! Nie da się ukryć miałam z tego masę radochy!

PIRACKA DUSZA

Mam dusze pirata! uważam, że każda okazja jest dobra by wcielić się w Elizabeth Swan ! I udawać zbuntowaną heroinę! Po za tym wszystkie peleryny, treny i powłóczyste narzutki są dokładnie tym, czego moja dusza pragnie.

RÓŻOWA PERUKA – dobra na wszystko!

Pisałam już tyle razy, że uważam, że każda okazja by założyć różową perukę jest dobra, że jeśli to powtórzę, to chyba nikomu to nie zrobi różnicy:) Kochani, jeśli macie okazje zaszaleć SZALEJCIE! ja zakładam ją jak często to możliwe i zawsze mam z tego kupę frajdy ( inne wcielenia np. tu- relacja z World Cupu).
Tutaj zestaw w dwóch wariantach z peruką i bez, bez to juz taki normalny festiwalowy zwyklak. Peruka bowiem, jest słaba do skakania w rytmie bałkańskiego punku ( Dubioza Kolektive po raz trzeci w życiu!) , sama ześlizgnęła się z głowy 🙂 Jeśli jednak nie planujecie skakać jak mała piłeczka to wszystko będzie ok :).
Po za tym kwiecista sukienka, zielona koszula militarna i botki, a także wianek to zawsze dobry zestaw!

STEAM PUNCK

Ten Pan skradł moje serce:)  Cóż za gracja, cóż za styl! To oczywiście wcielenie w stylu Steam Punk!

PIRAT MOJA MIŁOŚĆ

Jak mówiłam, nie ma okazji, na którą dobry pirat byłby nieodpowiedni, broda i długie włosy to to co mnie pociąga 🙂

MAM FUTRO! ( sztuczne futro!)

Stało się! Wreszcie! udało mi się wreszcie upolować idealne SZTUCZNE FUTRO. Marzyło mi się od pierwszej wizyty na karnawale w Dunkierce, a właściwie jeśli mam być szczera to od pierwszego wejrzenia gdy zobaczyłam jakieś 8 lat temu Uljanę Sergienko. Coż za gracja, co za styl. Oczywiście to zbyt elegancka część garderoby, która na codzień bez przełamania stylu byłaby zbyt elegancka. Właśnie trenuję jak je ubierać na codzień, festiwalowe pole i brak ograniczeń było świetnym miejscem do ćwiczeń. Gdy tylko udało mi się je znaleźć w polowym secend hend-zie tuż obok wspaniałych mundurów stylizowanych na czasy kolonialne i napoleońskie, w wydaniu brytyjskim – oszalałam, śpiewałam przez resztę wieczoru – MAM FUTRO – opatulona nim po samą szyję!
Co do tego? na przełamanie elegancji – spódnica z Kambodży, wianek kupiony na Woodstocku ( a właściwie połączone dwa wianki), okulary ze straganu, t-shirt z zeszłorocznego festiwalu Balkanika (relacje znajdziecie tu) (uwielbiam go!), nerka z Croppa.

DRUGIE WCELENIE FUTRA  

WERSJA NA DESZCZ 🙂

No cóz, na festiwalu w którymś momencie przychodzi moment, gdzie kreatywnośc zastępuje pragnienie – wyrównania wszystkich braków w piramidzie maslowa ( tym bardziej gdy wzmacniamy się teraflu, by nie poddać się infekcji) Tam ten czas niezawodna ( ukochana) żółta parkówka ( Zalando) zdała idealnie egzamin, razem z moją nieśmiertelną wełnianą flanelą z Lewisa ( uliczny secon hand na Camden Town) i bordową wiekową sukienką ( 5 rok razem) z HM, i moim kompanem wszystkich podróży – Kanken-em.

AFRYKAŃSKIE MOTYWY

Ten festiwal spełnił moje dwa modowe marzenia – upolowałam sztuczne futro i narzutkę z Gambii. Od dawna marzyła mi się kurtka, narzutka, kimono z materiałów uszytych z Gambii, ( wierzę szczerze, ze to nie moje ostatnie tego typu okrycie). Szcześliwie udało mi się kupić je od ludzi, których poznałam w zeszłym roku w Reading, gdzie prowadzą sklep z odzieżą sprowadzaną z Afryki, a część kwoty z ich zakupu idzie na rzecz fundacji. Piękna sprawa i piękna rzecz! Oszalałam więc z radości. ( i nieco ozdrowiałam!).
Chusta to oczywiście moją ukochana zdobyć z Rosjii, z ostatniej podróży do Wołgogradu, nie dość, że przypomina mi o tej wspaniałej podróży to jeszcze pasuje mi niemal do wszystkiego. To jedna potwierdzenie mojej złotej zasady o przywożeniu użytecznych pamiątek z podróży – tutaj pisałam o tym więcej. 
*Buty – jeśli pamiętacie mojego posta dotyczącego tego, jak kupować na wyprzedaży pokazywałam tam moją kolekcję botków. Ponieważ dla mnie to buty całoroczne, zawsze jest tak, że któraś z par dokona żywota w ciągu roku, nie wyrzucam jej wówczas tylko trzymam ( jeśli jest jeszcze zdatna do użytku, ale juz zbyt zniszczona na codzień) na festiwal. W tym roku – te botki zaliczyły Woodstock i BloomTwonFair Festiwal i tam dokonały żywota swego. Żałowałam jednak, ze nie zabrałam z sobą Hunterów- w tym Angielskim błocie, własnej ojczyźnie spisałyby się na medal.
Który z zestawów podobał Wam się najbardziej?
Co wy najczęściej zakładacie na festiwal? Klasykę festiwalową czy może lubicie pójść na całość i zabawić się w przebieranki?
pozdrawiam ciepło
Jess

This post has already been read 1370 times!

You Might Also Like