KULTURA LIFESTYLE

Last Month 07/2017

7 sierpnia 2017

This post has already been read 495 times!

Lipiec był dla mnie miesiącem spowolnienia. Postawiłam na regeneracje, poszukując instynktownie jak najwięcej kontaktu z zielenią. Kilkakrotnie wracałam nad polskie morze, po raz kolejny chill-owałam w ulubionej knajpce gdzieś pomiędzy Sopotem a Gdańskiem, dużo czytałam i udało mi się osiągnąć zen w chaosie, który mnie otaczał. Mimo wielu stresujących sytuacji nie dałam się ponieść emocjom i jestem z siebie dumna. Po za tym zrobiliśmy kilka fajnych imprez i co najważniejsze miałam czas być ciocią! Zapraszam na skrawki naszej lipcowej codzienności.
TryAlternative
Zagraliśmy świetną imprezę właśnie w Gdańsku z Robertem z Warsaw Balkan Madenesa następnie na Barce Wynurzenie w Warszawie, obie były nie zapomniane!
genialne zdjęcia: Marek Emesz Szeremeta
Codzienność
Tak jak wspominałam w moich wakacyjnych planach (tu post), miałam okazje pobyć ciocią dla mojej ukochanej Rudowłosej Kai
oraz spędzić trochę czasu z Rodziną, to był niezapomniany weekend, po nim czuje się wyspecjalizowana w temacie – „co robić z dzieckiem w Warszawie:) ?” Prześledziłam wszystkie place zabaw, wybierając te najodpowiedniejsze zarówno pod katem wyposażenia jak i lokalizacji. Ostatecznie i tak okazało się, że Mój lis i pompowanie roweru to najlepsze zabawki:)

Przez cały miesiąc nie doładowałam karty miejskiej i ostro jeździłam na rowerze do pracy, w swoich boho sukniach (nie raz w deszczu!) Ciągle nie nauczyłam się cieszyć open-spacem, ale vintage rower i powłóczyste kiece oraz chodzenie na boso po wykładzinach nieco złagadzają Koropo-kryzys, na szczęście już niedługo:)

Kulturalnie
W tym dobrym miesiącu, miałam trochę czasu by czytać i resetować się, co sprawiło, że zanurzyłam się w kilka naprawdę dobrych lektur. Kulturalnie, nadal czytam o Szwecji, generalnie Skandynawii i kobietach, więc zwyczajnie jak na mnie pozostaje w typowym obrębie zainteresowań:) Co nowego na mojej półce? Przede wszystkim dużo Szwecji, żeby nie uprzedzać tematu, nie długo napisze osobny post o tym co warto czytać przed wyjazdem do Szwecji, oj lista lektur jest długa i mogę o niej mówić godzinami.

Najwięcej przyjemności sprawiła mi lektura „Kuchni na Walizkach”, na którą trafiłam tylko dlatego, że nałogowo czytam wszystko co dotyczy Berlina (link do postu o Berlińskich lekturach). Bohaterka jest zakochana w tym mieście, w którym spędziła swoje dzieciństwo i mimo pobytu w Nowym Jorku oraz Paryżu, Berlin był zawsze tym miastem za którym tęskniła najbardziej. Czy trzeba czegoś więcej? Jeśli ktoś kocha Berlin ( i za nim tęskni) z zasady staje się moją bratnią duszą. Bohaterka do tego wszystkiego z pasją opisuje odwiedzane miejsca i pozwala znów na chwilę przenieść się do ulubionych hipsterskich dzielnic, a także spojrzeć przychylniejszym okiem na Charlottenburg. Oprócz Berlina w książce bohaterem są smaki, próbowanie oraz kult gotowania! Bohaterka wspomina ukochane miasta za sprawą przepisów, którymi dzieli się z nami w swojej książce. Cała opowiedziana przez nią historia jest prawdziwa, a ona sama pod wpływem bloga Juli ( tej o której nakręcona film, Julia and Julia) zaczyna pisać swoją kulinarną historię. I co w tym wspaniałego, że ktoś pisze o jedzeniu? Wszystko! Uwielbiam ludzi z pasją, a czytając Luise, samemu chce się podwinąć rękawy i zacząć gotować, nawet jeśli nie jest się w tym dobrym.  Autorka pisząc o swoich nieudanych kulinarnych próbach naprawdę zachęca do próbowania, pokazuje, że gotowanie nie jest wcale darem objawionym, a utalentowana kulinarnie osoba jest nieomylną wyrocznią. Luisa Weiss pali garnki, przypala mięso, podaje surowe ciasta, ale wraca z powrotem do kuchni i próbuje jeszcze raz i to jest świetne. Na pewno wrócę do tej książki jeszcze nie raz pisząc o tym jak polubić gotowanie.  Ja dzięki Luisie postanowiłam więcej korzystać z sezonowych owoców i warzyw. jednym z eksperymentów była sałatka z bobu i próba zaadaptowania szparagów w naszej kuchni.
Co więcej bloga bohaterki możecie śledzić tu, ona naprawdę istnieje:)  The Wednesday Chef
Gdańsk, Trójmiasto i Kaszuby
Gdańsk i Trójmiasto było motywem przewodnim tego miesiąca. Zaczęliśmy lipiec od deszczowego weekendu pod namiotem i koncertu w Wydziale Remontowym, następnie odwiedziłam  Gdynię na SeeBloggers ( Niezwykle cieszę, się, że miałam okazje, być na See Bloggers i poznać wspaniałych ludzi ( dłuższa relacja tu.) ) a na koniec razem z naszym przyjacielem przejechaliśmy przez Trójmiasto, zielone Kaszuby aż po Łebę. Ten spokojny weekend, był zbawienny, pozwolił mi oderwać się od życiowego maratonu, który sobie sama zorganizowałam. Kaszuby kompletnie mnie oczarowały, a 15 kilometrowy spacer po lasach, wydmach i plaży był niezwykle wyciszający. Po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że Polska jest zachwycająca.
Filmy: 
Dalej brnę w popkulturę, pierwszy od dawna miesiąc bez wizyty na niszowych produkcjach. Baby Driver. kompletne zaskoczenie, mimo, że to film akcji i to dość naiwny, to muzyka i jej dopasowanie do obrazu to coś fenomenalnego.  Miałam tez okazje zobaczyć Spidermana, no cóż nadrabiam Marvell-owe zaległości ucząc się popkultury. I jak? Jest ok, choć nie zachwyca. Spiderman 3/10.
Wieczory na balkonie z książką i sezonowa kuchnia, to te rzeczy, które będą kojarzyć mi się z tego rocznym lipcem.
Posty z minionego miesiąca:
Dlaczego nie zastrzelili nas w Kosowie? Prisztina i Prizren
Co zachwyciło mnie na SeeBloggers, co zirytowało?
3 książki, które należy przeczytać przed wyjazdem do Anglii
Dlaczego kolejny raz w tym roku pojadę na Woodstock?
Poradnik w 5 krokach: jak kupować na wyprzedażach?
Przestań czekać aż Ci się zachce!
pozdrawiam ciepło
Jess

You Might Also Like