SLOW FASHION

Jak robić efektowne zakupy? Kupować mniej i nosić więcej?

20 lipca 2012

This post has already been read 568 times!

Nie jestem zakupoholiczką – przykre strony prowadzenia modowego bloga
Bycie modową blogerką – wiąże się z ryzykiem błędnego odbioru przez własne otoczenie, znajomych czy ludzi z po za, którzy czasem widują nas w życiu prywatnym i skądś dowiedzieli się o naszym „drugim” internetowym wcieleniu. Długo (bo aż rok) rozważałam, czy powrócić do blogowania – po tym jak porzuciłam moje trzyletnie wypieszczone „dziecko” ( prowadzone na bloxie od 2008 roku), wiele się zmieniło od czasu gdy postanowiłam załozyć tamtego bloga, przede wszystkim ja się zmieniłam. Z egocentrycznego – pseudo ekscentryka, w zwyczajnego dorosłego człowieka, bardziej świadomego trudów dorosłego życia i konsekwencji własnych wyborów. Bałam się – że gdy wypłynie na wiesz mój blog – zostanę uznana w środowisku, które cenie za infantylną modnisie, pogrążoną w zakupoholizmie, skoncentrowaną jedynie na szmatach.
Bolałam nad tym skutkiem ubocznym jeszcze za nim ponownie postanowiłam powrócić do branży. Ryzyko krytyki i błędnej interpretacji moich poczynań na tej platformie jest nieuniknione. Musze się z tym pogodzić.

Chciałabym jednak, by czytelnicy – którzy odwiedzają mojego bloga wiedzieli, że propaguje racjonalny konsumpcjonizm.  Nie jestem zakupoholiczką, to sprzeczne z moją oszczędną natura oraz pragnieniem minimalizmu.

Po co to wszystko? Proces zakupowy
Poniżej chciałabym przedstawić Wam proces zakupowy, który towarzyszy mi od lat. Zanim dokonam zakupu muszę mieć pewność, że naprawdę tego potrzebuje – nic mnie tak nie irytuje jak źle wydane pieniądze. Nawet w second handzie nie kieruje się ceną. Zanim coś kupie zadaje pytania: Czy naprawdę tego potrzebuje? Do czego będzie mi to  pasować? Ile razy w tym wyjdę? 
Choćby wskazana rzecz kosztowała 40 groszy –  nie kupuje jej, bowiem miejsce na ścierki do kurzu też jest w moim mieszkaniu ograniczone! Odkąd zaszczepiłam w moim życiu idee minimalizmu, kierując się sloganem – im mniej posiadasz tym więcej masz (więcej pisałam tu  ),bardziej cieszą mnie moje ubrania – są lepszej jakości w prostych fasonach dając mi duże pole manewru.

Zanim ruszę na zakupy:
1.Tworze listę rzeczy, które są potrzebne, których brak ewidentnie zarejestrowała – w przeciagu ostatnich miesięcy.
2. Następnie przeglądam sklepy on-line, aby zorientować się co w ich asortymencie spełnia moje kryteria.
3. Podczas odwiedzin on-line kopiuje zdjęcia produktów do folderu MUST HAVE, dosłownie wszystko co wydaje mi się potrzebne, co chciałabym przygarnąć do swojej szafy.
4. Zapisując zdjęcia staram się zapisać cenę i markę
5. Czasem kupuje „Hota” i szczegółowa go wertuje (przeważnie podczas jazdy autobusem). Przeglądam go z pisakiem w reku, zaznaczając wszystko co przykuło moja uwage.
6. Wielokrotnie przeglądam folder MUST HAVE – wyrzucając z niego każdego dnia jakieś produkty.
7. Gdy ochłonę po pierwszych ekscytacjach – na chłodno kalkuluje jaki budżet mogę wydać na zakupy i po raz kolejny wyrzucam rzeczy z folderu.
8. Na koniec rysuje (to silniejsze ode mnie) możliwe zestawy jakie będę mogła stworzyć z nowymi rzeczami.

Pierwsze wyjście do sklepów


Zasada nr 1.Na pierwsze wyjście do sklepów pozwalam sobie po około 2-3 tygodniach od stworzeni listy i podjęcia decyzji o zakupach. Nigdy nie zabieram z sobą znajomych, mamy, męża, nikogo!. Wymykam się sama,  czasem miedzy zajęciami, w czasie okienek na studiach. I przymierzam wszystko co upatrzyłam sobie wcześniej. Czasem przy okazji znajdę coś zupełnie innego, nieoczekiwanego co dziwnym trafem przeoczyłam w jego asortymencie – przeglądając go on-line. Przymierzam wszystko jak leci, często również rzeczy, które w ogóle mi się nie podobają, żeby sprawdzić jak leżą ( czasem można się pozytywnie zaskoczyć, dzięki takim eksperymentom)

Zasada nr 2. Na takie wizyty zawsze biorę z sobą aparat, którym robię zestawom zdjęcia w przymierzalni.
Zasada nr 3. Rzadko kupuje podczas pierwszej wizyty w sklepie, choć zdarza mi się, gdy wiem, że upewniłam się w 100% procentach do danej rzeczy. Oczywiście prewencyjnie zawsze pytam o czas jaki mam na zwrot produkty w sytuacji gdy jednak po przymiarce w domu, rzecz nie spełniłaby moich oczekiwań. Warto mieć na uwadze, że lustra w sieciówkach często bardzo mocno wyszczuplają i spodnie, w których wygląda się w H&M-owskiej przymierzalni olśniewająco nie koniecznie w rzeczywistości czynią z nas Anjie Rubik…

4. W domu zrzucam zdjęcia do folderu i przeglądam co jakiś czas. Przeważnie wyrzucam z niego jeszcze  kilka rzeczy, a dodaje coś nowego.

Zakupy


Po całym procesie inspiracji, przemyśleń, przymiarek i racjonalnych kalkulacji jadę  do ulubionego centrum handlowego i kupuje to co wcześniej ustaliłam (sama z sobą).  Zgodnie z własnym portfelem i potrzebami szafy.

Jaki jest efekt?

Przemyślane zakupy dają satysfakcje i uczucie sytości, wiem że mam wszystko i niczego więcej przez długi czas nie będę potrzebować. Wracam do domu i cieszę się jak małe dziecko:) Przymierzam wszystko raz jeszcze zgodni ze szkicami, które wcześniej sporządziłam, sprawdzam, czy wypatrzone rzeczy rzeczywiście idealnie pasują do tych wiszących w szafie. 

Wnioski końcowe
Zakupy jak każda inna czynność wymagają rozmysłu, refleksji i przygotowań.
Jeśli sami nie macie pomysłu, chęci bądź po prostu nie wiecie jak zabrać się do tego – by nie wydać fortuny i mieć w czym wyjść na każdą okazje zapraszam na konsultacje i porady stylistyczne.

Chętnie doradzę, pomogę oczyścić Twoją szafę bądź udam się z Tobą na zakupy w nowym przemyślanym i zupełnie zorganizowanym wymiarze! Zapraszam:
jessika.kubasiak@gmail.com 

Tym artykułem otwieram cykl porad stylistycznych – które będą dodawane regularnie, zapraszam do lektury.
za tydzień opowiem o tym co robić by uniknąć problemu „Nie mam co na siebie włożyć” przed wielkim i małym wyjściem.

Ps. proces ten wbrew pozorom nie zabiera mi dużo czasu, sklepy on-line przeglądam podczas jedzenia kolacji, a shoppingową prasę oraz szkice sporządzam w autobusie. Bardzo cenie swój czas i nienawidzę trwonić go w dusznych centrach handlowych, otoczona zgraja zapalonych zakupoholików.

You Might Also Like