REFLEKSJE

Berlin retrospekcja; Jak dobrze, że dziś jestem kimś innym – refleksja o dojrzewaniu, zmianie podejścia do zabytków i podróży.

27 lutego 2015

This post has already been read 292 times!

Spakowana siedzę już w busie do Berlina, zanim jednak tam dotrę chciałabym  podzielić się z Wami własną refleksją na temat podróżowania i zmian jakie (na całe szczęście) w nas zachodzą.
To nie będzie mój pierwszy raz w tym mieście. Miałam okazje zwiedzić je, bardzo szczegółowo  cztery lata temu. Nie chciałam jednak, żeby zatarły się te pierwsze wrażenia i późniejsze przemyślenia, z tym co przyniesienie kolejne wrażenie, Poniżej podsyłam więc linki do fotorelacji z niemieckiej stolicy, która głównie składa się ze zdjęć, prawie bez opisów, nie chciałam uzupełniać treści po czasie. Dziś podróżuje inaczej, nie jestem terrorystką muszącą wejść do każdej dziury – „bo inaczej się nie liczy”. Nie muszę odwiedzać wszystkich muzeów i  kościołów. Dziś interesuje mnie klimat, ludzie z którymi podróżuje i których spotykam na miejscu. Lubię wiedzieć co widzę, ale świat się nie skończy jeśli tego wszystkiego wiedzieć nie będę. Nie chce kolejnych punktów na mapie. Nie liczę odwiedzanych miejsc, jestem otwarta na to co zastane w nowym miejscu.

Berlin mimo, iż gustowałam wtedy w historycznych miastach, pełnych pięknych zabytków, na swój sposób mnie ujął. Chociaż nie potrafiłam powiedzieć czym dokładnie.Wydał mi się ogromny, choć mimo wszystko interesujący. Brak doświadczenie i obycia w podróży oraz towarzystwo człowieka, który zarażał mnie swoim niepokojem nie pozwalały mi zapuszczać się w dalekie rewiry. Nie mogłam iść po prostu przed siebie i czekać, aż coś po drodze mnie zainteresuje. Bałam się. Czego? Ciężko powiedzieć czego nie!
Przykład Berlina jest znamienny i może stanowić genialny przykład tego, jak bardzo można się zmienić i wypracować jakieś cechy charakteru, gdy tylko bardzo się tego chce. Gdy przeglądałam starą relację, napisaną tuż po przyjeździe ( znajdziecie ją tu: Berlin dzień 1) nie ukrywam, że zapłonęły mi policzki i nie był to rumieniec wzruszenia, czy dumy, a… wstydu! Tak ! Czytałam ten opis z niedowierzaniem.
Relacja napisana jak mini thriller, trzymająca w napięciu i wzbudzająca grozę, historia o tym, jak bałam się wyjść z domu, podróżować na własną rękę, a finalnie, jak bardzo byłam niezaradna i nie potrafiłam kupić biletu na metro i dotrzeć do hostelu… To właściwie historia o tym, jak bardzo chciałabym zobaczyć wszystko, ale nie bardzo potrafię się w tym wszystkim odnaleźć, jak przeraża mnie świat, który wydaje mi się zbyt wielki, jak bardzo boje się wypuścić z ręki mapę i zboczyć z wydeptanych turystycznych tras. Do tego wszystkiego, te stroje! Ogromna walizka ze stylizacjami na każdy dzień i moja twarz, która wyskakuje na każdym zdjęciu. Niestety, nie miałam z czego wybrać, gdybym chciała wrzucić tylko te  widoków, pozostała by mi ich tylko garstka.. To właśnie to o czym wspomniałam powyżej,.. Na szczęście każdy ma okazje się zmienić.
Niestety takie były początki, czasem nawet gdy bardzo czegoś chcemy przytłaczają nas własne lęki. Czasem sami,  zbyt wiele analizujemy, myślimy i martwimy się na zapas, sukcesywnie zniechęcając do działania. Innym razem, to nasze otoczenie, wysysa z nas szczęście niczym stado potterowskich denentorów, podsyca niepokój i wzbudza wątpliwości, odwodząc nas od celu i marzeń. Nie pozostaje nic innego, jak uodpornić się na opinie innych, albo odciąć od wszystkich, którzy zniechęcają nas przed realizacja naszych pragnień.
Dziś gdy staje przed jakimkolwiek wyzwaniem, zadaje sobie pytanie: co jeśli się nie uda? Jeśli w odpowiedzi nie czyha na mnie zło ostateczne, w postaci utraty życia.  Kiwam z niedowierzaniem głową i nie zastanawiam, się. Jeśli coś pójdzie nie zgodnie z planem – to tym lepiej, tylko takie, niedoskonałe pełne anomalii historię, warte są tego by opowiadać je przy piwie, zaśmiewając się do rozpuku.

You Might Also Like