KULTURA

Wielki Gatsby – po raz drugi, literatura vs film – ciężki pojedynek

14 stycznia 2014

This post has already been read 215 times!

Oglądanie ekranizacji zaraz po przeczytaniu książki jest zawsze złym pomysłem. Tym bardziej takiej powieści,  która na długie tygodnie pozostaje w pamięci i staje się jedną z tych kilkudziesięciu książek, które pozostają w naszej świadomości jako te ważne i przełomowe, z której sentencje przepisujemy z brulionu do brulionu, a głos autora dudni nam w uszach, gdy zamykamy powieki przed zaśnięciem.

Ten drugi seans, który sprowokowało pragnienie – pobycia jeszcze przez chwile w cudownym klimacie lat dwudziestych i poczucie bliskości Fitzgeralda, otworzył mi oczy na wiele motywów, których nie dostrzegłam za pierwszym razem. Teraz gdy szczegóły fabuły zatarły się już w mojej głowie, a cytaty, zostały tylko wybrane. Seans nie polegał już na psychodelicznej kontroli – jakości wiernego odtwarzania fabuły, a pozwolił raczej czerpać czystą przyjemność z oglądanego filmu i opowiedzianej w nim historii, Zdanie którym kończyłam moją czerwcową recenzje , jest prawdziwe, ten film może się podobać. Pamiętam jak jeszcze w sierpniu ofuknęłam kilka osób, które wyraziły swe zachwyty nad filmem, wykrzykując w podnieceniu, że to profanacja, że stroje, ze muzyka, ze atmosfera… !!!!. No dobra, w kwestii muzyki zdania nie zmienię, jednak, gdy kinowy głośnik nie huczy nam za uchem, odbiór filmu jest zupełnie inny.

Mimo całej sympatii dla Fiztgeralda i niechęci do kultury masowej, muszę przyznać przekornie, niczym w reklamie McDonalda – I Like It!

You Might Also Like