SLOW FASHION

W co się ubrać na weekendowy wypad w góry?

13 stycznia 2020

Do pojęcia wygody trzeba dorosnąć. Nie zliczę, ile razy zmasakrowałam sobie nogi czółenkami z wąskim szpicem, obdzierającymi każdym milimetr mojej stopy, czy też momentów, gdy jechałam na wycieczkę na studiach w butach na obcasach… Tak, to też niestety ja. Ze wszech miar pogardzałam wszystkim, co wygodne, stawiając na pierwszym planie to, by wszystko było dopasowane stylistycznie i kolorystycznie (często w najbardziej „pojechanych” kombinacjach). Od kilku lat buty, które kupuję służą naprawdę do chodzenie. Podczas ostatniej czystki szafy pozbyłam się ostatniej pary, która kaleczyła moje nogi (Mama cieszy się z nich i jej oczywiście nic nie jest). Dziś wybieram buty wygodne, ale nadal pasujące do reszty.

Nadal nie widzę się w goreteksie. Dlatego, gdy zaplanowaliśmy wyjazd w góry, wiedziałam, że najsensowniejszym rozwiązaniem będzie gruby wełniany sweter szetland z szafy mojej Mamy oraz kurtka sherpa z kożuszkiem, uzupełniona etnicznym motywem na szaliku, przywiezionym lata temu z Berlina. Kurtka przypomina mi zupełnie tę noszoną przez mojego tatę w latach 90-tych!

Całość uzupełnił kapelusz, nowy nabytek w szafie, który ostatecznie upolowałam w TK Maxx, nie idąc na żadne ustępstwa kolorystyczne. Miał pasować do butów i kurtki i myślę, że udało się doskonale. Wiecie, że nie uznaję ubrań na jedno wyjście i do jednego zestawu, dlatego kwestia kolorystycznej synchronizacji jest taka istotna.

Co Wy ubieracie na weekend w górach? Czy u Was też góruje stary wełniany sweter, czy jednak, jeśli góry, to koniecznie odzież specjalistyczna? Nie mówię tu, rzecz jasna, o wspinaczce! Tylko o spacerach po kurortach górskich, szlakami po parku i wokół jeziora.

Spodnie: Zara

Buty: Clark’s (Zalando)

Sweter: szkocki szetland

Kurtka: Pull&Bear

Kapelusz: TK MAXX

Na zdjęciach urywki z naszego wypadu do Żywca i okolic. Kto był najszczęśliwszym psem na świecie?

This post has already been read 234 times!

You Might Also Like