PODRÓŻE

Skopje – stolica absurdu

18 grudnia 2017

This post has already been read 745 times!

Pierwsze wrażenie bywa bardzo niewdzięczne.  Należę do tych, którzy na początku mają ciężko się przekonać.  Widzę architektoniczny miszmasz, socrealizm,  postmodernizm, coś co nawet ciężko nazwać stylem unijnym i wylew świeżego kapitalizmu w postaci morza bilbordów i rażących szyldów. W głowie przetaczają się podobne obrazy, to jakby mimowolny mechanizm do poszukiwania podobnych kadrów Kutajsi, Kijów,  Omsk. Otwieram oczy szerzej i wzdrygam się i staram zrzucić z siebie te wrażenia,  obiecuję sobie sumiennie nie potwierdzać stereotypów,  dać sobie szansę by odkryć coś więcej po za tą biedną, niezbyt ładną skorupą pierwszego wrażenia.   Co z tego wyszło? że to jedno z bardziej niezwykłych, zadziwiających miejsc jakie widziałam!

Mimo szczerych chęci,  niewiele czytałam przed wyjazdem. No dobra, trochę kłamię bo w przypadku osoby po historii i historii sztuki to zawsze kilkanaście pozycji o dziejach i sztuce, które kiedyś gdzieś pochłonęłam, które z zaskakującą systematycznością w najmie oczekiwanych momentach wracają do mnie. Jednak brak mi tej twórczości nonfiction, żeby dotknąć na wskroś materii danego miejsca.
Nie pozostało mi więc nic innego jak oddać się doświadczeniu i słuchać tego co mówi otoczenie. Idealna okazja jest free walking tour, Michał (49l) Macedończyk, posiadacz zielonej karty i greckiego paszportu, jest w Skopje z wyboru. Kocha to miasto i dlatego o nim mówi,  jednak nie jest to bałwochwalcza gadka. Ten człowiek, rozbawił nas do łez i poruszając jednocześnie wszystkie kwestie Macedoniskiej historii, o których tak bardzo chciałam usłyszeć.

Fakt nr 1  Najważniejsi Macedończycy nie byli Macedończykami

Macedonia wydała na świat dwóch wielkich ludzi: Aleksandra Wielkiego oraz Matkę Teresę z Kalkuty, która była Albania urodzona w Skopje. A Aleksandr no cóż? Czy Macedonia to w Antycznej Grecji czasem bardziej nie państwo-miasto, a nie narodowość. Smuteczek, wychodzi na to, że dwóch największych bohaterów narodowych nie przyznawało się do swojego pochodzenia, w rozumieniu dzisiejszej oficjalnej historii… Czy się nam podoba czy nie musimy zaprzyjaźnić się z tymi postaciami,  innym razem kraj ten doprowadzi nas do frustracji, Aleksander ( i jego Koń!) Są bowiem wszędzie! !! Matka Teresa tez nie próżne, lepiej więc na starcie pogodzić się z nimi. Jeśli już to przełkiemy teraz czas na rzeźby.  Postacie te wymagają uwiecznienia bóstwa tych dwoje, nic tak dobrze nie upamiętnia jak posąg. W końcu prawdą znana nie od dziś jes, że kłamstwo powtórzone 1000 razy staje się… A więc po dwóch dniach w Skopje, nie będziecie mieli wątpliwości, ze TA DWÓJKA JEST MACEDONCZYKAMI!

Fakt 2. Posąg najlepszy na wszystko.

Najlepiej taki wart 8.9 mln euro, który przypomina wielki grzyb umieszczony na głównym skwerze. Dobre są też te, które przedstawiają kolejne etapy życia,  czy inne pozy bohatera. Problem w wielkiej miłości Macedończyków do rzeźb polega na tym, że niewiele jest postaci, które można uwiecznić, (patrz paragraf wyżej) historia jest jednak elastyczna z łatwością można sięgnąć po postacie średniej rangi,  a nawet znacznie niższej,  jak sąsiad,  kuzyna matki Aleksandra Wielkiego…. No cóż,  a co zrobić gdy braknie miejsca, na te ważne postacie, nawet mosty i skwery mają swoja okresloną wytrzymałośc i powierzchnię?  Zawsze można ulokować statuły na dachu! Michał sprzedał nam ten ironiczny pogląd,  który świetnie oddaje sytuacje jaka panuje na starówce macedońskiej stolicy.
 

Fakt nr 3. „Choroba kopiuj wklej”

Pierwszy raz odwiedziłam miasto, w którym stare miasto jeszcze nie zostało ukończone i nie mówię tu o renowacji..  Projekt Skopje 2014, realizowany od 2009 roku, tworzy nową starówkę.  Pseudo neobarokowe budynki, -to musi być neobarok! „Precięż to bardzo stary budynek z 2005 roku” – skomentowal humorystycznie nasz przewodnik.
Projekt zakłada stworzenie zupełnie nowej, przypominająca klasyczną starówki z setkami pomników, status,  nie zapominając o łuku triumfalnym, pirackim statku, a także o zgrozo schodach hiszpańskich, które aktualnie są w budowie.
Pokazując nam te cuda Michał, w pewnym momencie spochmurniał przyjął poważna postawę i powaga w głosie skierował do nas prośbę: „a teraz pomódlmy się wszyscy, by mój rząd nigdy nie odwiedził Wenecji – to będzie koniec tego miasta!” Na co wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, cóż nam pozostało:)
 

Fakt 4. Desperackie pragnienie odnalezienia tożsamości

Wszystko to jest nieco przerażające i pokazuje desperację Macedończyków w poszukiwaniu dowodów na długowieczność swojej historii i prawo do istnienia niezależnie. Burzliwa  historia ich nie oszczędzała, w skrócie to nieustanne pasmo zmieniających się regularnie okupantów zaczynając od Grecji, Rzymu,  po Ottomanów,  na Jugosławii kończąc, z jednym szczęśliwym momentem panowania i podbojów Aleksandra Wielkiego.
 

Fakt 5. Burzliwa współczesność

Trafiliśmy tu dzień bo burzliwym proteście w parlamencie, gdzie na lidera wybrano polityka Albańskiego pochodzenia. Nie obeszło się bez rozbitych szyb i bezpardonowo obicia polityków którzy na ten wybór pozwolili. Patrząc na świeżość ran, na nie uznawanie Macedonii przez wielu ościennych sąsiadów a także,  krótki czas istnienia niezależnego państwa i silnie władczą i agresywną postawę Albanii ciężko się dziwić.

Co na to ludzie? 

Ludzie chcą spokoju, nasz przemiły host Boby (link do jego obiektu), opowiadał o politycznych wydarzeniach zaraz po naszym przyjeździe,  kończąc ale nie mówmy juz o tym mieszkają z nami Albańczycy, musimy się szanować.  Michał, nasz przewodnik ma ojca Bułgara,  matkę Greczynkę dziadka Serba i Babkę Albankę sam urodził się tu i czuje się Macedończykiem. To daje pełniejszy obraz jak jednostronnie traktuje sytuacje historia, polityczne manewry jak zwykle niewiele mają wspólnego z tym co dzieje się w środku. To jest ta unikalna moc Bałkan.

Wracając do miasta.

Historia pełna podbojów i przejęć, pozostawiła po sobie ślad. Porozrzucane łaty ekstazy wolnością w postaci pseudo-stylu unijnego,  socjalistycznych bloków pamiętających tira,  dzisiejszej walki o uznanie zaznaczającej się umiłowanie do pseudo-neobarokowych i klasycznych form czy turecki odcinek pozostawiając w mieście orientalny rys, na starym bazarze z krety mi uliczkami czy  w postaci meczetów.  Ta część być może dlatego, że najstarsza,  sprawia najprzyjemniejszych wrażenie.  Nieco przypomina Sarejewo, ale jest znacznie mniej przytulna i niezadbana, mimo wszystko, spacer tam jest dużym wytchnienie dla zmysłów po estetycznym galimatiasie, który ciężko nazwać eklektyzmem.
Wspomnienia to ludzie.
Na wspomnienia składa się wiele rzeczy, przede wszystkim atmosfera i ludzie. Trafiliśmy do gospodarza, który zadbał o nas jak ojciec,  siedząc z nami , opowiadając tworząc atmosferę integracji. Pierwszego dnia poznaliśmy taką ilość świetnych ludzi, że nie ukrywam mocno podważyło to moją teorię, że tylko podróżując samemu przyciąga się innych (link). Co zabawne większość spotkanych tu ludzi to Polacy. Do dziś trzymamy kontakt z Norbertem i Hubertem i wiedzieliśmy się już kilka razy po powrocie:)
Co do samego Skopje, estetyka tego miejsca jest szokująca, nie mam mowy o wizualnych zachwytach, ale jest cholernie interesujące przez ten niezrozumiały, niecodzienny miszmasz. Nie poczułam jednak tego flujdu, który ma Tirana, gdzie chciałabym wrócić, ale bezapelacyjnie jest to miasto, które, każdy powinien zobaczyć – Nie widziałeś Skopje to znaczy, że nie wiesz co to znaczy szokująca przestrzeń miejska o zagmatwanej historii.
pozdrawiam ciepło
Jess

You Might Also Like