Uncategorized

o zakupach i kolekcjonerstwie

22 maja 2012

Majowe poranki są czymś bajecznym…

Nowe zadania dopisane do listy pozostałych. Warto poprawiać swoje
życie. Ja zaczęłam od porządków i nie mówię tu o ścieraniu kurzu czy myciu
okien. Ale o kolejnej weryfikacji posiadanych rzeczy. Wiele lat temu podchwycona sentencja
„im mniej posiadasz tym więcej masz” ujęła mnie swą prostotą.
Cyklicznie więc weryfikuje, nagromadzające się kserówki artykułów,
notatki uczelniane, książki oraz ubrania. 
W weekend przejrzałam stosy książek, które upchane są w różnych
kątach domu (a skoro upchane – to i nieużywane) więc, zgarnęłam wszystko co
moje, czego nie miałam w rękach od roku i złożyłam piękny stosik, przeznaczony
do mojej miejskiej biblioteki. Kocham idee recyklingu i świadomość, że moje
przedmioty zyskają drugie życie napawa mnie ona nieskalanym szczęściem! A
widok uśmiechniętych pań bibliotekarek jest bezcenny!
Następnie przejrzałam szuflady, w których znalazłam pożyczone
książki – które zmontowały kolejny stosik pod hasłem „do oddania”. To
okropne, przetrzymywać czyjeś książki! Nienawidzę gdy inni
to robią, a sama nie jestem lepsza, postanowiłam, że więcej tego
nie zrobię, albo kupie, albo odwiedzę bibliotekę.
Po tym cudownym doznaniu jakim jest świadomość porządku w
papierach i biblioteczce. Przejrzałam szafę i mimo, iż robię
to systematycznie, konieczne były radykalne środki.  Zadałam sobie
pytanie: Czy założysz to jeszcze kiedyś? I uznałam ze nadszedł czas pożegnać niektórych
garderobianych lokatorów ( wyprzedaż rzeczy z mojej szafy już
 niebawem w Awangarda Style). 

Nie jestem typem kolekcjonera, nie lubię kupować,
żeby mieć, to nie w moim  stylu. Lubię przemyślane zakupy i
dobrze wydane pieniądze. Jednak nie zaprzeczam, że w swoim życiu
byłam nie raz już maniakalnym zbieraczem. Zaczęło się od
porcelany, którą skrzętnie układałam na
półkach tworząc prawdziwie „babciną” kolekcje powykrzywianych kotów,
słoni o zezowatych oczodołach czy biedronek o
przesadnej ilości kropek. Na szczęście wyrosłam z
tej uciążliwej mani i przekazałam swe kolekcje młodszym
kuzynom. Później nastały kolekcje -„modowe”. Kolekcja spinek,
gumeczek i innych kolorowych przypinek z założenia mających ozdabiać
(nie szpecić) główkę. Stały się obiektem
mojego szaleństwa około 10 roku życia. Później przyszedł
czas na szaliki.. Zatrważające ich  ilości wisiały wszędzie. A
ja (o zgrozo!) nie wychodziłam z domu – nawet latem bez szalika, głucha na
wszelkie rady i pouczenia. Następnie korale, o Matko
Święta ileż ich było! Mogłabym cały kram otworzyć. Z czasem bywało
tylko gorzej… Kolekcja bajecznie kolorowych rajstop, na które wydawałam całe
nastoletnie kieszonkowe, pragnąc świecić na szarych ulicach neonowymi
barwami. Kolekcja ta rozrastała się w sposób 
niekontrolowany i ekspansywny zajmując, najpierw jedną, później dwie,
a ostatecznie trzy szuflady… To była prawdziwa masakra. równocześnie,
odkryłam kolorowe buty, które łączyłam kontrastowo z rajstopami.
Kupowałam na potęgę, najtańszy szmelc z allegro,
który piętrzył się w pudełkach, zajmując większą część garderoby.
Nie dało się w tym chodzić, czasem po jednym spacerze, buty nadawały
się do kontenera. Dumna jednak byłam z swoich zbiorów i nie
chciałam słuchać żadnych porad,( z dzisiejszej perspektywy czasu
– wiem, że słusznych).
Mimo posiadania
tych wszystkich przedmiotów, ciągle czułam niedosyt, moje
„kolekcje” zżerały mnie wewnętrznie. Każda kolejna bardziej
motała mi umysł.
Na szczęście człowiek
z czasem mądrzeje i od kilku lat mogę śmiało powiedzieć – kupuje
racjonalnie.
Nie warto kupować,
na ilość. Odkąd stawiam na jakość, czuje się o wiele bardziej komfortowo, w
rzeczach, które nosze oraz bardziej cenie przedmioty, które posiadam. Potrafię
się z nich cieszyć i je w pełni wykorzystywać.
Nauczona, tymi doświadczeniami,
zaprzestałam kupowania na potęgę. Czasem gdy odmówię sobie czegoś, za kilka
dni bardziej cieszę się, że tego nie kupiłam niż – gdybym to posiadała.
Dziś kupuje tylko to co jest mi niezaprzeczalnie potrzebne.
Dla przykładu:
kocham piękne filiżanki, ale ileż można ich mieć? Nie ma w moim
minimalistycznym mieszkaniu miejsca na obrastające w kurz kolekcje, dlatego
zadowalam się – ukochanym kubkiem z nescafe, a zdjęcia pięknych porcelanowych
kubeczków, gromadzę w folderze „chciejstwa”. Folder ten
systematycznie  przeglądam, wyrzucając co jakiś czas z wielką
ulgą zdjęcia rzeczy, które mogły do mnie należeć,
ale szczęśliwie nie zostałam ich posiadaczką. System ten stosuje to
wszystkich przedmiotów: ubrań, butów, dodatków, mebli i gadżetów. Mój autorski
system wielokrotnych przemyśleń, chroni mnie sukcesywnie, przed zakupem
zbędnych rzeczy. Polecam go wszystkim !

źródło

Dziś jedyna kolekcja, którą posiadam i pragnę rozszerzać to zbiór doświadczeń i wspomnień z podroży, widok w pamięci odwiedzanych miejsc i poznanych ludzi. Pragnę mieć ich cały wachlarz – bym na starość mogła siąść i pisać, pisać i pisać…

Tymczasem gdy to czytacie, siedzę w przesiąkniętym zapachem kurzu przedziale – TLK, wczytuje się w przewodnik i zmierzam w stronę Stolicy – wzbogacać swą kolekcje o kolejne obrazy.

PS Chciałabym by moja mapa kiedyś tak wyglądała…

This post has already been read 350 times!

You Might Also Like