LIFESTYLE OGARNIJ ZYCIE

Mam 29 lat i co teraz?

23 maja 2018
29 lat temu, o 10:03 w Jaworznickim szpitalu, 13 dni przed upadkiem komuny przyszłam na świat ja . Mała kluska:) Z tego powodu wpis dziś na luzaku, bardziej o  mnie niż o podróżach i innych merytorycznych tematach. Miałam w planie napisać Wam miłego posta o 29 faktach o mnie, których jeszcze nie znacie, ale podobnego napisałam w zeszłym roku (link tu) W tym roku poczułam, że mam wielką ochotę na takiego klasycznego, posta w starym stylu, gdzie niczym stara Nancy Irving sprzed 12 lat dzielę się z Wami swoimi przemyśleniami i troskami. Cierpię na syndrom lęku urodzinowego. Moi przyjaciele wiedzą o tym i dlatego w urodziny niańczą mnie jak małą dziewczynkę. W tym roku postanowiła, że sobie odpuszczę, że zupełnie spuszczę z tonu i dam sobie na luz. Bez spiny wielkiej pompy i ciśnienia, przede wszystkim bez presji.  Chciałam Wam dziś opowiedzieć o tym jak ważne jest by w życiu być dobrym dla siebie samego, nauczyć się sobie wybacz i odpuszczać  o tym wewnętrznym spokoju chciałabym dziś Wam napisać, a także o tym, jak poradzić sobie z tą wielką presją kim ja to do tej 30 nie bede..

do 30 będę…

No tak, każda z nas ma w głowie listę rzeczy, spraw, misji do wykonaniu nim przekroczy, magiczne progi 20, 25, 30, 35, 40 … i tak w nieskończoność. Jestem wielką fanką motywacji, planowania swoich celi oraz systematycznej realizacji. Obserwując jednak zarówno siebie jak i moich znajomych widzę, że nikt nie jest w stanie wywrzeć na nas takiej presji jak my sami, własnymi oczekiwaniami względem swojej osoby. Nie spotkałam w życiu większego przeciwnika, terrorysty i tyrana – niż mój wewnętrzny głos, który karał mnie za każdym razem gdy coś poszło nie po mojej myśli. Gdy nieopatrznie nie udało się zrealizować wszystkich punktów z nierealnej listy zadań, gdy kolejny termin mijał, a ja dalej nie byłam nawet w połowie drogi do celu.
Każdy z nas ma takiego wewnętrznego tyrana, niektórzy zapanowują nad nim szybciej drudzy wolniej, a część z nas nigdy…

Zabij Potwora

Każdy z nas z natury, biczuje się włosienica co wieczór, że nie zrobił tego śmeg i owego. Dla odmiany od dłuższego czasu staram się w starym kajecie zapisywać czym zasłużyłam sobie na pochwałę, co poszło dobrze. Tak samo jest z urodzinami.
Co roku przerabiałam to samo, Urodziny były jak wieczór po ambitnym dniu, w którym nie udało nam się zrealizować zbyt długiej listy zadań. Bardziej przypominały dzień sądu niż radości. W tym roku po miesiącach pracy nad sobą, podeszłam do tego na luzie. Postanawiając, że zrobie jak co wieczór – pozwolę sobie być zadowoloną z tego co mi się udało i bez presji cieszyć się tym co mam. To najlepsze lekarsto by wyleczyć się z niezadowolenia i braku akceptacji oraz zbyt wygórowanych ambicji.

Progres. 

Cztery lata temu o tej porze podczas mojego angielskiego Gap year’u myłam angielskie ubikacje, czytając ” W poszukiwaniu straconego czasu..” , głowiąc  co począć ze swoim życiem, marząc o tym, by móc żyć godnie w Polsce i kolekcjonowac piekne chwile. Aktualnie mieszkam w Warszawie, w mieszkaniu z widokiem na Pałac Kultury, pracuje w słodkiej agencji reklamowej, położonej daleko od czeluści Mordoru, gdzie robię dokładnie to co mi się marzyło, W ciagu ostatnich 5 lat odwiedziłam 56 krajów i nie straciłam, żadnej okazji by żyć, by doświadczyć czegoś nowego. Mimo życiowych zawirowań od nastu lat mam tych samych przyjaciół, wspaniałą rodzinę, dobrego mężczyznę, a grono bliskich mi ludzi stale się powiększa!
I nawet jeśli przed 30-tką nie kupię mieszkania, nie odwiedzę wszystkich Kontynentów, nie zostane słynną youtuberka, ani nawet nie nauczę się samodzielnie montować. Będę dumna z siebie, bo mimo, że wszystko mogło potoczyć się zupełnie inaczej, totalnie zle..  (dlaczego czasem warto się rozwieść – przypominam posta) udało mi się spełnić wiecej marzeń z booked listy niż myślałam, że uda mi się w ciagu całego życia!
Jestem dumna z siebie bo udało mi się polubić siebie i przebaczyć sobie grzechy i grzeszki, a także fakt, że nie spełniłam wszystkich swoich oczekiwań! Że nie jestem idealana, że nie posiadam wielu cech, które są cenione wokół, ale zaczęłam dostrzegać, że mam inne które – są zajebiste, z  których jestem dumna! I tego Kochani Wam życzę, żeby odpuscić przede wszystkim sobie i polubić siebie.
 

Nie mów mi jak mam żyć.

Najbardziej dumna jestem, jednak z faktu, że przez ostatnie lata konsekwentnie nie dając się wkręcić w machinę społecznego musu i presji, wybierałam własną drogę.  Dlatego z dumą odpowiadam, gdy ktoś w moim wieku zadaje podejrzliwie pytania – co udało mi się osiągnąć, bądź też :

Dlaczego nie jestem Matką? Nie mam kredytu i jeżdżę starym samochodem? 

Z radością odpowiadam: bo jestem szczęśliwym człowiekim, który miał to szczęście, że udało mu się za sprawą życiowych zawirowań, przeprowadzić dogłębny wewnętrzny dialog i odpowiedzieć sobie na pytanie – czego od życia chce. I aktualnie, odpowiedz na to pytanie jest ciagle ta sama – nie chce stracić, żadnej szansy by doświadczać nowych doznań i zobaczyć nowe miejsca, poznać nowych ludzi i kolekcjonować momenty, które stały się moja obsesja.  Jak długo właśnie to będzie dla mnie priorytetem, tak długo moje życie będzie wygadało w taki sposób. Wszystko się zmienia, zmienia się podejście do podróży, obiekty, które przykuwają moją uwagę, czy też standard, w jakim podróżuje, ale niezmienny jest fakt, że to ciagle pragnienie przygody, ekscytacji nowych wrażeń, jest motorem napędowym by wstawać rano i gnać do pracy, a w weekend wyruszać tak daleko jak tylko się uda i budżet pozwoli.
Każdemu, życzę by odpowiedział sobie na pytanie – jak chce żyć, a później konsekwentnie i odważnie do tego dążył nie patrząc na innych!

Czego aktualnie chce?

W tym roku w ramach minimalizmu i oczyszczania życia z presji, juz podczas postanowień noworocznych uznałam, że ograniczę  do kilku. Na szczycie listy – było ruszyć z youtubem i nauczyć się montować video. Jeśli miałabym wiec jedno życzenie, które miałoby się spełnić w tym roku, chciałabym, żeby właśnie to się ziściło. Trzymajcie więc kciuki, a ja mam nadzieję, w przyszłym roku o tej porze powiedzieć Wam, że cieszę bo mimo, wstawania o 6 rano, inwestycji w sprzęt i małej ilości czasu na chilout udało  się i mój kanał się rozwija dzięki Wam:) życzcie mi tego i trzymajcie kciuki. Mam milion pomysłów na video dla Was oraz codzienne Insta Story, które znajdziecie na moim kanale na instagramie. ( również teraz!)
Blog, również przechodzi aktualnie małą przemianę. postanowiłam, że będzie bardziej praktyczny, więcej znajdziecie tu porad jak zorganizować podróż, gdzie pojechać, co zjeść, co alternatywnego zobaczyć, niż typowych relacji z podróży, bo tego poszukujecie wchodząc na mojego bloga, co jakiś czas pojawi się post w tym stylu, w końcu to mój blog i raz za czas mogę dać sobie upust mówiąc do Was o wszystkim co leży mi na sercu. Nie zabraknie również systematycznych postów w cyklu ogranij życie:)
 

No dobra i jeszcze jedno życzenie.

W przyszłym roku o tej porze, chciałabym nadawać do Was z Wyspy Ksiecia Edwarda z Domu Ani z Zielonego Wzgórza i na moją 30stkę zorganizować sobie taką małą pielgrzymkę w miejsca uświęcone dziecięcą miłością! W końcu nigdy nie wyrosłam z bycia Anią 🙂
Bądźcie sobą!
Całuje i ściskam
co raz bliższa 30-stki Jess 🙂
ps. urodziny spędziłam w takim spokoju jaki mi się marzył. pracując zdalnie i leżąc w parku z przyjaciółmi na kocyku. bez spiny i pompy. Czy to znaczy, że pokonałam kolejnego demona? 🙂 Chyba tak!

 

This post has already been read 1567 times!

You Might Also Like