OGARNIJ ZYCIE PRAKTYCZNIE

Kondycjo wróć! Jak zmusić się do ćwiczeń? Jak miło i przyjemnie wprowadzić sport w swoje życie?- moje sprawdzone sposoby.

22 kwietnia 2022
jak polubic sport

Czy tylko ja poczułam całą sobą powiew wiosny?  Aż chcecie żyć, działać tworzyć i.. ruszać!. No właśnie. Nie jestem wielką fanką zamykania się na sali fitnesowe, jednak, czuje, że sport to element życia, od którego nie da się uciec, gdy przekracza się trzydziestkę:) Nie dla figury, nie dla mody – a dla siebie, by nie dostać zadyszki, gdy wdrapuje się na czwarte piętro, odwiedzając moim rodziców. Znacie to no nie?

Dziś będzie więc o moich sposobach na to by jakość wpleść w życie sport i jednocześnie nie robić z niego podstawowego zadania każdego dnia. Może kogoś z Was zainspiruje maj system działania i też mimo, ze całe życie wymyślała choroby by tylko przesiedzieć wf na ławce, dziś pragnie zwyczajnie być sprawny i zadowolony z życia. 

Po co mi ten cały ruch? Dlaczego warto uprawiać sport?

Zacznijmy od tego, ze siedząca praca sprawiła, ze gdy tylko wzorem mojego Lisa ( psa- Franky) nie robie regularnie jogi na kręgosłup, to nie śpię, przewracając nie z boku na bok – ruszać się 7-10 minut, rano i czasem wieczorem, by móc zapomnieć o kręgosłupie, to chyba nie wielkie poświęcenie? No właśnie! Druga sprawa, wysiłek fizyczny pozwala mi oczyścić głowę, 1- 2 razy w tygodniu staram się odwiedzić ukochaną trenerkę i odbyć w całości trening interwałowy na rowerach. To jest fizyczne kombi, ale takie podczas, którego nic i nic nie ma znaczenia. Wszystkie troski odchodzą a ja pozostaje z czyta głową – szczeliwa i wolna od napięć i stresów. Czy mi się chce tam iść? NIe! Jak cholera. Jednak gdy juz tam dobre i poczuje te bity z zabójczej ( dosłownie!) playlisty trenerki Marty – aż chce przejechać triatlon! Taki czuje przypływ endorfin. Pamięć o tym uczuciu, gdy schodzi z rowera po 50 minutach nieludzkiego wysiłku, sprawia, że chce tam wracać! Gdy tego nie robie, żadne pisanie, żadne wietrzenie głowy – nie pozwala mi pozbyć się nagromadzonych w ciele stresów. 

Szaleństwo! Postanowiłam wejść na 4 tysięcznik – za 2 miesiące!

No tak, właściwie od stycznia wiem, że czeka mnie wyjazd z grupą do Maroka ( które jak pamiętacie, zachwyciło mnie swoją różnorodnością). Tym razem odwiedzi miejsca znane ale i te, do których ostatnim razem nie dotarłam. Między innymi czeka nas noc na Saharze, ale.. wolnego! Zanim to nastąpi, właściwie zaraz po lądowaniu przez dwa dni będziemy wdrapywać się na szczyt Jebel Toubkal, który bagatela, ma 4160 metrów!

Czemu sobie to zrobiłam? No właśnie po to by przełamać swoje słabości, zmobilizować się jeszcze bardziej do ruchu, oraz pokonać kolejną barierę, która dzieli mnie przed zdobyciem w przyszłości, jeszcze większej góry ( może Kili za rok?) kto wie. Teraz jednak czas się skupić na tym wyzwaniu, nie kozacząc, nie wybiegając zbyt daleko w przyszłość, czas wziąć się w garść i zwiększyć swoją wydolność, jak to łącze z codziennymi obowiązkami?  Pozwólcie, ze pokaże podzieli się z Wami, swoimi sposobami. 

Habit Tracker – pomocne narzędzie, w kontroli nowych nawyków i codziennych postępów.

O Habit trackerze, chętnie jeszcze opowiem, pozwala mi on bowiem kontrolować stare i nowe nawyki, radości stawiany x pod koniec dnia w rubryce – 400 słów, 30 minut czytania, czy wdzięczność, to  ważne elementy mojej codzienności. Jednak dziś chciałam się skupić na tych, które dotyczą tylko wysiłku fizycznego i które staram się monitorować. 

10 000 kroków dziennie i więcej. 

Od tak wielu lat mam w telefonie aplikacje liczącą kroki, że juz straciłam rachubę. Zaczynałam od 6 tysięcy kroków, szybko jednak zorientowałam się, że 9 tysięcy przychodzi mi samo, czemu wiec nie postanowić, by było to okrągłe 10 tys? Tym sposobem zapewniam sobie codzienną aktywność, a gdy widzę, ze jakość nie wyszło tego dnia, staram z radością dla Franka ( mojego lisa) wydłużam wieczorny spacer i koncie dzień radosnym X w rubryce 10 tys kroków. 

Joga rano, a czasem i wieczorem

Jak pisałam powyżej, joga stała się moim orędownikiem w walce, z bólem kręgosłupa. Małgosia Mostowska, ze swoimi sesjami 7-10 minutowymi na Youtubie ratuje moje plecy i przypuszczam, z nie tylko moje. Zaczynając dzień od takiego rozciągania, mam odrazu poczucie, że zrobiłam coś dobrego dla siebie i mimo woli więcej siły do pracy i działania. I pomyśleć, ze to tylko 7 minut, które można by spędzić na skrolowaniau Instagrama!. 

Wejścia minimum raz dziennie po schodach na 10 piętro, czasem z ciężarem.

Nie będę was oszukiwać, to jest dla mnie wyzwanie, z każdym dniem coraz mniejsze, ale zacząć. Zmusić się by wyjść gdy w bloku śmigają jak błyskawice dwie windy.. to jest wyzwanie. I traktuje to równiej mierze, jako prace nad charakterem co fizyczny wysiłek. Czasem zdarza mi się wnieść pod pacha 7 kilowego Franka, który nie posiada się z oburzenia, wielbią pod niebiosa instytucje windy. Nie może zrozumieć czemu ma to służyć. Wczepia się łapkami w mój rękaw i nie ułatwia wejścia. 

Czy polecam? Bardzo! W końcu, to darmowe cardio! Idealne ćwiczenie na kondycję.

Nie da się ukryć, ze zaznaczanie X w tej rubryce to moje codzienne największe zwycięstwo!

Rower – czyli co daje interwał

Jestem pewna -że każdy, absolutnie każdy na świecie jest w stanie znaleźć dla siebie sport, który może uprawiać, polubi go, a nawet wciągnie go na tyle, że będzie odliczał do najbliższych zajęć. Skąd ta pewność? Wiem po sobie, poszukałam przez wiele lat czegokolwiek co byłoby znośne, akceptowalne, lub chociaż na tyle wysiłkowe, żeby miała poczucie dobrze wykonanej pracy. Niestety każde zajęcia to była mordęga. Moja koordynacja ruchowa jest na poziomie pantofelka – gdy trenerka pokazuje w ręka w prawo, mój mózg nie wiem czemu każe mi rzucić się w lewą stronę i to … nogą. Tym można podsumować moje fitnesowe osiągnięcia. Jak sobie poradzić z ta korydynpcją? Uznałam, ze musze zredukować kończyny, którymi musze nie ruszać. Rower, z przypiętymi do pedałów nogami, w którym zakres ruchowy to tylko góra dół i ewentualna zmiana tępa i oporu – okazała się strzałem w dziesiątkę. Ale nawet tu nie udało się za pierwszym razem znaleźć trenera, Marta to mój czwarty trener, dopiero ona jest dokładnie tym czego oczekuje od prowadzącego. Nie poddawajcie się więc w poszukiwaniach, nawet jeśli całe Zycie nienawidziliście sportu, wierze, a nawet mogę nie założyć, że jeśli tylko poświęcicie chwile na resorach znajdziecie coś dla siebie. 

W kwestii monitorowania, postępów, w habit trackerze oznaczam X wizytę na sali, ale tu nie ma presji – jeśli mam gorszy tydzień raz w tygodniu wystarczy. Jeśli mam lepszy dwa, a czasem i trzy. Ale to raczej wyjątkowa sytuacja i nie przymuszam się do niej. 

Treking w górach. 

 Skoro dziś zebrałam się na taką ilość szczerości, nie będę oszukiwać i tu. Przez lata nie znosiłam gór. Możliwe, ze życie nieopodal Beskidu Żywieckiego, Szczyrku, Czantorii i innych małych górek jakoś mi je obrzydziło. A może porostu zawsze do tego źle podchodziłam. Dopiero w dorosłym życiu, odkryłam frajdę z gór. Tym sposobem, zaczęłam planując weekendy, robić coś czego dotychczas nie zdarzało mi nie robić – planować wypady na trekking. Nocny bus relacji Warszawa- Zakopane, stał się moim sprzymierzeńcem, a Tatry zaczęły uśmiechać się do mnie znajomo. Czy przypuszczałabym, ze kiedyś tak nie wydarzy? Nigdy!

Powyższe metody, posuwają mnie do przodu w stronę celu jakim jest wejście na szczyt Jebel Toubkal (4160m!!), ale też i codziennych celi jak zdrowe życie, poczucie kontaktu z własnym ciałem i fizyczna wydolność .

W co się ubrać do ćwiczeń?

Habit Tracker to boska sprawa, jednak jest jeszcze jedna, rzecz, która sprawia, że chce mi nie ćwiczyć, może błacha ale dla mnie ważna – strój! Wiem, wiem, można ćwiczyć w dowolnym stroju i nie trzeba do tego profesjonalnego kostiumu, daleka też jestem od tego by biec za nowościami sportowymi i kupować kostium w najnowszym cieniu, jednak te sportowe stroje które mam w swojej szafie sprawiają mi od lat masę radości i odkąd kupiłam pasujące do siebie leginsy i stanik w bordowym odcieniu, w wiatrówką w tym samym kolorze, możecie Wierzyc lub nie, ale ćwiczenie zaczęło mi sprawiać jeszcze większa frajdę. 

Czasem strój może zupełnie zmienić komfort wykonywanych ćwiczeń. Tak było gdy kupiłam adidasy do  biegania. Okazało się, że są tak wygodne, że nie sposób się z nimi rozstać i zaczęłam je nosić na spacery z psem, a czasem nawet zabierać w podróż ( szczęśliwie są czarne na białej podeszwie i pasują do wszystkiego). 

Innym odkryciem, był dla mnie strój w góry. Przez lata wzbraniałam nie przed goretexem, ale gdy ruszyłam w Tatry w pierwszy weekend wiosny, ocieplane spodnie i tricki z prawdziwego zdarzenia, oraz bluzka termalna okazały się game changerem! 

Jeśli więc doskwiera Wam dyskomfort podczas ćwiczeń, czasem warto dokupić sobie jeden z elementów do garderoby, czy też skompletować raz a poradnie cały strój by móc cieszyć się nim przez lata. Nie wierzycie? Ja moje czarne leginsy do biegania z Nika ( które używam na rower i do jogi) mam od 8 lat, Czy coś im nie stało? Nic! Czy widać na nich upływ lat? Totalnie nie. Jak widać, czasem inwestycja się opłaca. Jeśli w trosce o środowisko nie kupujecie nowych ubrań, warto rzucić okiem na oferty z drugiej ręki, czeto można dorwać prawdziwe perełki. 

Jeśli czegoś Wam brakuje, rzućcie okiem na sklep adrenaline pl , który jest partnerem dzisiejszego wpisu, gdzie znajdziecie m.in damskie i męskie bluzy sportowe nike, dresy, buty sportowe w tym np. buty Jordan oraz masę innych rzeczy na nowy wiosenny start! Gotowi?

This post has already been read 1651 times!

You Might Also Like