PODRÓŻE

Jak się ubrać w góry, by wyglądać stylowo i nie zmarznąć? Historia moich ubraniowych wtop!

4 listopada 2022

Należę do tych kobiet, które od zawsze uwielbiały się stroić. Kimona kupowane z drugiej ręki, wyszukiwanie udziwnionych strojów w second handzie, koszule w kratę, kurteczka z kożuszkiem i potargane spodnie – nawet na szczyt,  a jakże! Wszystko by tylko wyglądać zgodnie z tym jak wyobrażam sobie styl i uzupełnienie chwili poprzez strój. Dla mnie strój dopełnia moment, jest ważnym elementem codziennego życia. Nawet gdy siedzę na home office, w ramach codziennej rutyny, a właściwie ukochanego rytuału, mam do odhaczenia – ubrać się ładnie. I wszystko super tylko co gdy czas ruszyć w góry, lub wyjechać na daleką północ?  Jak ubrać się tak by czuć się w swoim stroju dobrze ( komfortowo i jednocześnie nie zamarznąć? Przez długie lata nie wiedziałam, albo myślałam, że wiem, a na miejscu okazywało się, że jest z tym różnie. O swojej drodze do dorosłego rozsądku w dobieraniu stroju opowiem Wam w tym wpisie. Uwierzcie będzie ciekawie 🙂

Sportowy strój na ulicę? NIGDY!

Jestem typem człowieka, który do niedawna wzdrygał się na myśl, by w górskiej kurtce wyjść z psem przed blok. Proces by oswoić sportowe rzeczy w szafie trwał kilka lat. Kluczowe w tym procesie było, zostanie liderem wypraw. Nagle Islandia stała się stałym punktem corocznych rozkładów jazdy. A tamtejsza kapryśna pogoda nie dawała za wygraną nawet latem. Pierwszy letni trip, to było szycie koncepcji, co zrobić? Dwie kurtki, rajstopy pod jeansy i sznurowane trzewiki, które nosiłam na co dzień do boho kreacji. Ze skóry porządne, ale jednak nie trekkingowe. Dawały radę, co jednak ciężko powiedzieć o reszcie koncepcji. 

Odzież termiczna – zmienia wszystko

Przełomem była decyzja, że jadę na czterotysięcznik, Najwyższy szczyt Atlasu Wysokiego, na który prowadziłam trip w tym roku w czerwcu. Trzeba się było przygotować, mając z tyłu głowy, że gdzieś tam na mojej bucekt liście, jest wejście w życiu na Kilimanjaro, nie było opcji innej jak zacząć jeździć w góry. Pierwszy wypad w Tatry po kilku latach, był zaskoczeniem, Nieodłączna czerwona koszula a la Wiktor Forst ( choć tego bohatera z książki Remigiusza Mroza poznałam dopiero niedawno) jakoś pasowała mi w podróż. Reszta to jak wiecie znany schemat – rajstopy pod jeansy.  O ile we wrześniu nie było to niebezpieczne, a tylko uciążliwe, o tyle podczas podróży w marcu, gdy jeszcze wysokie zaspy śniegu trzymały się przy szlaku, nie było szans. Zdecydowałam się na zamówienie, bielizny termicznej i spodni outdoorowych. Czytacie to pewnie z niedowierzaniem, łapiąc się za głowę, że można tyle, lat funkcjonować (dość aktywnie i nie mieć w swojej szafie takiego podstawowego wyposażenia), a jednak!

Powiem, jedno rajtki to zło! Takim game changerem jakim było dla mnie założenie odpowiedniego stroju, nie pamiętam od czasu, gdy wzięłam z sobą czytnik ebooków zamiast papierowych książek w podróż! Nagle liczne niedogodności zeszły na inny plan, a ja mogłam skupić się tylko na tym co ważne – odbieraniu wszystkimi zmysłami piękna otoczenia. Nie bojąc się, że po raz kolejny przeziębię pęcherz, z powodu nieodpowiedniego stroju. 

Pierwszy krok w stronę poprawy

Krok po kroku uświadamiałam sobie, że niektóre moje wybory, są stawianiem oporu przed czymś co nie ma sensu, po co utrudniac sobie zycie? 

I pomyśleć, że zanim do tego doszłam, kilka lat wcześniej, podczas tripu na Svalbard nie miałam w swojej szafie ani jednej softshellowej kurtki. Powiem więcej nie miałam nawet pojęcia co to znaczy. Spakowałam kurtki, które wyglądały dobrze w miejskim anturażu i podrasowane wełnianymi swetrami (kupowanymi zawsze w lumpeksach w krajach północnych) pozwalały mi utrzymać temperaturę i nie zamarznąć na śmierć.  Używanie wełnianych swetrów uzmysłowiło mi, że pierwotny sens odzieży – a więc ogrzanie się, bądź ochłodzenie w zależności od miejsca wyprawy, powinien być  kluczowym elementem w wyborze stroju. Zaczęłam zwracać uwagę na skład, a podróż na Svalbard w której mimo, że nie zamarzłam, odczuwałam spory dyskomfort przede wszystkim ruchowy. Wełniane swetry szczególnie islandzkie zajmują kupę miejsca w bagażu i jeśli zakładamy pod nie zbyt wiele warstw, utrudnia nam to zginanie rąk. Dlatego intuicyjnie podczas podróży po Arktyce założyłam, moją oddychającą koszulkę na siłownię, nie wiedząc jeszcze wówczas nic o odzieży termicznej. I okazało się, że działa lepiej niż kilka longsleeve-ów. 

Opór przed specjalistyczną odzieżą nie ma sensu.

To dało mi to do myślenia. Postanowiłam, że gdy wrócę zacznę więcej chodzić po górach i zaopatrzę się wreszcie w ubrania, które pozwolą mi nie tylko czuć się stylowo, ale przede wszystkim dadzą mi poczucie, że wiele cienkich warstw, o dobrym składzie trzyma temperaturę, odprowadza wilgoć i jednocześnie daje uczucie lekkości. Trochę mi zajęło nim zebrałam się na pierwszy wypad w Tatry. Właściwie dopiero wizja wyprawy na czterotysięcznik pchała mnie do tego. 

Jednak, gdy to zrobiłam – zabrałam ze sobą kolejny nowy element stroju, pierwszą odzież termiczną i nieprzemakalne spodnie.Pomyślałam sobie w duchu – serio? to dało się uniknąć tego całego dyskomfortu tylko i wyłącznie przełamując swoje uprzedzenia? 

Zawsze byłam z Wami szczera, dlatego powiem Wam, że przy wyprawie na 4 tysięcznik, zrobiłam wszystko czego nie powinno się robić 🙂 Jedyne co mi wyszło to strój! Mogłam przygotować się lepiej, ćwiczyć więcej na rowerze interwały, częściej jeździć w góry i chętniej i wchodzić po schodach. Plan, który opisałam Wam w poście – “Kondycjo wróć”, był dobry, ale zabrakło czasu by wszystko tak zgrabnie i systematycznie wykonać. Mimo to wdrapałam się na czterotysięcznik, przeklinając ten pomysł w niebogłosy. Ale satysfakcja była niezwykła. Niedowierzanie, szczęście zmieszane ze zmęczeniem i niedające się powstrzymać łzy. 

W całej tej walce ze sobą, pierwszy raz zupełnie nie musiałam myśleć o tym, że coś mnie uwiera, coś mi ciąży, strój mnie gniecie. Gdy wstałam o 3 nad ranem razem z całą grupa, wszyscy posłusznie, nie zastanawiając się nad tym założyliśmy bieliznę termiczną, nieprzemalkane spodnie, puchówki i kurtki wiatrowe, rękawice na dłonie, czapki na głowy (okulary w plecaku), czołówki i jazda.

Gdyby tylko problem z chorobą wysokościową moją i moich uczestników tripu, dało się rozwiązać tak łatwo jak wcześniejsze problemy z odczuwaniem zimna i przegrzaniem  wszystko byłoby idealne:)

Pudło w garderobie z napisem sprzęt sportowy. 

Co więc teraz? Przyjęłam wreszcie do wiadomości, że outdoorowe aktywności, wymagają przystosowania w ekwipunku. Zorganizowałam specjalne pudło w garderobie z napisem – sprzęt górski/ wyprawowy i z radością wyciągam je gdy pakuje się na kolejny trip. Gdyby ktoś z Was potrzebował takiej listy, np. wybierając się na Islandię, zimą ( jak ja za dwa tygodnie) wrzucam Wam tu moją żelazną listę, bądźcie mądrzejsi niż ja kilka lat temu:)

Gotowa lista ubrań do zabrania w góry lub na Islandię:

  • bielizna termiczna  zarówno na górę ( np bluzka termiczna z długim rękawem) jak i dół ( np. legginsy termoaktywne) , cały przegląd tej kategorii znajdziecie tu w bielizna termoaktywna damska
  • nieprzemakalne spodnie
  • dobra puchówka ( która da się spakować jak małą poduszeczkę, najlepiej z pierzem w środku)
  • kurtka przeciwdeszczowa ( kupiona w sportowym sklepie). 
  • no i oczywiście wełniany sweter z naturalnej prawdziwej wełny
  • rękawiczki (sportowe)
  • i dobre oddychające skarpety, nie te kupione w Kik-u syntetyki, a takie za które zapłacicie kilkadziesiąt złotych, ale uwierzcie zrobią różnicę i posłużą Wam przez kilka lat!
  • no i buty trekkingowe.

Takie zakupy warto robić w sklepie sportowym, tu polecam Wam e-horyzont. I systematycznie kompletować sprzęt by gdy najdzie Was spontaniczna decyzja na trip w góry, pod namiot, czy co bardzo Wam polecam na daleka północ, mieć w pogotowiu wasze własne pudełko z napisem – “sprzęt górski” i przerzucić jego zawartość do plecaka, bez stresu. 

Jak stworzyć zestaw w góry i na wyprawy, który posłuży nam latami?

Jak to sobie oswoić? Gdy wcześniej ubrania sportowe kojarzyły nam się ze złem ostatecznym?  Przede wszystkim ja podeszłam do tego jak do tworzenia zestawu zgrabnego looku, tyle że funkcjonalnego. Kochałam moją żółtą kurtkę z sieciówki, jednak za cholerę nie trzymała ciepła, kupiłam więc zgrabną przeciwdeszczową kurtkę w sportowym sklepie, która naprawdę mi się podoba, do tego stopnia, że narzucam ją na bluzkę, gdy wychodzę z Frankiem na spacer. Spodnie ? Od niepamiętnych czasów chodzę w szerokich spodniach khaki, świetne na wyjazdy do ciepłych krajów, jednak na Północy średnio się sprawdzają, dlatego kupiłam najbardziej zbliżone estetycznie do moich ukochany spodni w ulubionym kolorze, jednak z nieprzemakalnej tkaniny. Gdy je założyłam poczułam się jak Lara Croft i wiedziałam, że się polubimy! No i buty – chciałam by były możliwie jak najbardziej neutralne kolorystycznie, funkcjonalne, antypoślizgowe, ale w tym wszystkim nie byłabym sobą, gdybym nie chciała by były choć trochę -ładne! Całość miała być spójna, żebym cieszyła się z tego, że ruszam i nie martwiła się o to, że coś mi do siebie nie pasuje, jednocześnie wiedząc, że każda z tych rzeczy podrasowany jest bazą jaką jest bielizna termiczna sprawi, że nie będę musiała myśleć już więcej o chłodzie.

Górski strój dla laików 🙂 Czym jest odzież termiczna?

Powiem Wam więcej, gdy przed wyjazdem na czterotysięcznik dopytywałam innych liderów co zabrać i na liście pojawiła się odzież termiczna, nie miałam pojęcia czym ona dokładnie jest. Głupio było zapytać, więc zaczęłam googlować, później zadzwoniłam do przyjaciółki, która nawet zimą po mieście chodzi w górskich trekach i dopiero jej wskazówki rozjaśniły mi wszystko. Okazało się, że to prosty temat. Więc teraz ja pozwólcie, że oszczędzę Wam zażenowania i wprost powiem o co z tą bielizną termiczną chodzi oraz jak ją dobrać. 

Czym różni się odzież termiczna od termoaktywnej?

Podczas googlowania pewnie wyskoczy Wam termin termoaktywna. I tu jak z kwadratem i prostokątem. Każdy kwadrat jest prostokątem, ale nie każdy prostokąt kwadratem. Tak też jest z odzieżą termiczną, termiczna i termoaktywną. 

Odzież termiczna to ubrania, które pozwalają uchronić się przed chłodem i wyziębieniem organizmu. Natomiast odzież termoaktywna, dodatkowo oprócz funkcji odzieży termicznej, pomagającej chronić przed chłodem i utrzymaniu stałej temperatury ciała, skutecznie chroni przed wilgocią, odprowadzając pot na zewnątrz. Wszystko to za sprawa materiału z oddychających tkanin. Takie proste, a tyle zmienia. 

Jak dobrać odzież termoaktywną? 

No to teraz ostatnia istotna kwestia, jak dobrać taką odzież termoaktywną? Przede wszystkim, warto skompletować wygodny sportowy stanik, koszulkę z długim rękawem na zimę, można dobrać dodatkowo rozpinaną bluzę z równie oddychającego materiału termoaktywnego, a na dół wyglądające jak legginsy do biegania, getry np. marki Odlo Wyglądają jak zwykłe getry, jednak w tym wszystkim rozchodzi się o materiał, z którego są wykonane i o to jak on poddaje się podczas ruchu, dając nam pełną swobodę. Do tego wszystkiego skarpety termoaktywne i jesteśmy gotowi. Na to wszystko można narzucać spodnie nieprzemakalne, wełniany sweter, jesli macie taki kaprys ( jak ja) i kurtkę specjalistyczną, czyli również taką która uchroni Was od wiatru. 

A co z koszulą w kratę? No cóż, z pewnych rzeczy się nie wyrasta, nadal nie wyobrażam sobie, żebym mogła wyjechać w góry bez niej:) Dobra bawełna robi swoje, ale dziś jest bardziej estetycznym dodatkiem, niż elementem na którym polegam w kwestii ciepła!

Spakowana na Islandię wypatruję tej śnieżnej zawiei z radością:) 

Mam nadzieje, że wynieśliście z mojego tekstu dużo wniosków dla siebie. 

ściskam

Jess

This post has already been read 431 times!

You Might Also Like