OGARNIJ ZYCIE SLOW FASHION

Czy w dzisiejszych czasach można być rozsądnym konsumentem?

6 czerwca 2017

This post has already been read 1104 times!

Jest upalne lato 2013 roku, trzy miesiące wcześniej zawaliła się szwalnia w Rana Plaza, w której zginęło prawie 1200 osób. Pełna emocji po przeczytaniu wszystkich dostępnych w sieci tekstów na temat tragedii, korzystając z okazji że zatrzymali się u mnie na kilka miesięcy Chłopcy z Bangladeszu (historie Sada i Saleha możecie poznać tu i tu) . Pytam co robić? Sugerując, ze najlepiej przestać kupować w sieciówkach, zbojkotować ten rynek. Sad patrzy na mnie i ze spokojem mówi- nie możecie tego zrobić, praca w fabryce, to jedyny sposób, żeby ci ludzie zarabiali na swoje życie. Nawet jesli jest ciężka, to dla nich jedyna opcja. Pamietam tą rozmowę jak dziś, siedzieliśmy nad grillem, a mój światopogląd legł w gruzach. Przeczytałam wówczas masy tekstów, nakłaniających do bojkotu, a wykształcony człowiek z Dhaki, mówi mi, ze spokojem, że to zła droga. Zaczęłam sie zastanawiać, co w takim razie możemy zrobić? Przez ostatnie lata niewiele kupowałam. Generalnie trzymam się kapsułowej szafy i myślę o tym co kupuje. To nie sprawia, jednak, ze nie czuje się winna i nie zastanawiam, w jakich warunkach powstały ubrania, które noszę. Postanowiłam wrócić do tematu i zagłębić się w niego raz jeszcze, szukając odpowiedzi na pytanie- jak dziś (w czerwcu 2017 roku,) być rozsądnym konsumentem?  Szukałam odpowiedzi na pytanie w kilku miejscach.


  1. Maszyny Docks agains Gravity

  2. Spotkanie Kupuj odpowiedzialnie. Kto odpowiada za Twoje buty.

  3. Zycie na Miare. Marek Rabaj

  4. Raport Clena Clothes

  5. List otwarty LPP ( czerwiec 2017)

 

Szukając odpowiedzi na to pytanie sięgnęłam do róznych zródeł wiedzy. Poniżej kilka relacji, jak film, książka i organizacje (raport) i  spotkanie, odnoszą się do tematu i wykorzystują je dla wlanych potrzeb. Zapraszam

Maszyny – film

W ramach Dock Agains Gravity, odwiedziliśmy kilka razy Kinotekę. wśród udostępnionych prac, istniała możliwość zobaczenia filmu Maszyny oraz spotkanie z reżyserem po pokazie. Film jest mocny mimo, że niewiele w nim dialogów, w ciągu 1,5 godziny pokazuje bardzo wiele. Wnętrza fabryki, zbliżenia na maszyny, ludzi. brud, biedę, ciężką prace, monotonie.Wszystko to w mocnych dobrych ujęciach, wymownie prawie bez słów. Na końcu pojawiają się wywiady, jest ich niewiele, ale dobrane są tak, że ciągle oddziałują na emocje. Może dlatego, że tak niewiele tu słów. Po sensie byłam pełna pytań co robić? jak pomóc? co jako kupujący mogę zmienić i jednocześnie przepełniona poczuciem, że niewiele robię by zmienić cokolwiek.
Po kilku minutach zjawił się Reżyser. (Ponieważ chciałam się tu skupić na tym co my możemy zrobić, nie zaś na tym, jak wielkimi dupkami są niektórzy artycisci i jak bardzo można spieprzyc odbiór dzieła swoją bucowatośica, postaram sie trzymać emocje na wodzy.)  Widownia była ciekawa, jak reżyser dostał się do środka fabryki, czy było to dla niego ciężkie, jak długo kręcił swój film oraz co my jako świadomi konsumenci możemy zrobić.
Reżyser szybko wyjaśnił, że przyjechał nie z Indii, a z Californii, gdzie studiując nie dał rady stworzyć nic wartościowego, bo wszystkie obrazy były zbyt obce, chcąc nakręcić coś poruszającego zdecydował się na materiał ze swoich rodzinnych stron. Życie w fabryce nie było mu obce, bo jego dziadek miał taką fabrykę, a on jako dzieciak bawił się biegając miedzy maszynami. Udało mu się nakręcić materiał, przekonując właściciela, że pragnie pokazać światu, jaką świetną robotę wykonuje dając zatrudnienie takiej rzeszy osób. Same nagrania trwały 3 lata, zrobił ok 160 wywiadów a montaż zajął kolejne 2 lata.  To sporo, widać ogrom pracy.  Do tej pory nie było najgorzej. Schody zaczęły się przy pytaniach dotyczących wartości.

– Co możemy zmienić? – padło z widowni

-Nie możecie nic zmienić, ten film jest tylko po to, żebyście wiedzieli jak to wygląda. 

– ok. skoro my nic nie możemy zmienić to może Ciebie zmienił ten film. – drąży widz

– Hmm kręciłem go długo, duzo mnie nauczył, ale nie, film, nie może nic zmienić, nadal jestem takim samym bastardem (draniem) jak byłem.

Nie wiem co działo się dalej bo wyszłam. Tolerancja dla ludzkiej głupoty ma u mnie swój limit.
Szkoda, bo film przede wszystkim zapamiętam, przez pryzmat autora i faktu, że nawet on sam nie wierzy, że można cos zmienić, a temat wykorzystał do tego, by wzbudzić zainteresowanie i zrobić dobre zdjęcia, bez dbałości o sens tej pracy.

Kto stoi za Twoimi butami? – spotkanie

Organizacja Kupuj Odpowiedzialnie oraz Szkoła MSKPU zorganizowała spotkanie z przedstawiciele organizacja  organizacji Cividep z Indii działającej w Bangladeszu w przemyśle obuwniczym.  Gopinath Parakuni opowiedział jak funkcjonuje produkcja w Bangladeszu i Inndiach, jak wygląda rynek i czego można się po nim spodziewać. Zaraz na początku dyskusji zapytałam go. Co my  możemy zrobić, żeby być rozsądnymi konsumentami? Zaznaczając jednocześnie, że Wiem, że bojkot sieciówek nie jest rozwiązaniem, zdaniem moich znajomych z Bangladeszu.  Gopinath Parakuni zgodził się z tym potwierdzając, że praca w przemyśle odzieżowym to jedyna szansa dla ludzi ze slumsów, jesli ilość zamówień spadnie liczba pracowników zostanie drastycznie zredukowana.
Czułam niedosyt, drążyłam- co wiec my możemy zrobić?
Po wypadku w Rana Plaza, sieciówki znacznie straciły poprzez bojkot blogerów, ale i nacisk organizacji społecznych, dlatego zaczęto organizować audyty, które pozwalają, sprawdzić warunki pracy i ograniczyć dostawców, którzy nie spełniają najniższych wymagań. Na stronach sieciówek takich jak Zara, H&M czy C&A pojawiły się listy miejsc, skąd pochodzą dostawy, co oznacza transparentność i wspieranie bardziej świadomej produkcji na wyższym standardzie.
Co prawda, nadal my jako konsumenci możemy ewentualnie bojkotować sieciówkę, nie kupując w niej, ale nikt o tym naszym proteście się nie dowie. Jednak mamy wybór wyberajac te, które zrobiły jakiś krok do przodui i starają sie sprawdzac warunki pracy – pomyslałam, wychodzimy z Dzungli.
Widziałam przez moment światełko w tunelu, powiedzmy, że czułam się skołowana, ale trochę spokojniejsza, że mimo, że ja nie mogę zbyt wiele zrobić, sytuacja zaczęła zmierzać w lepszym kierunku. Do czasu, do puki nie przeczytałam książki, o której teraz Wam opowiem. „Zycie na miarę” oraz Raportu „Grubymi nic i szyte” stworzone przez organizacje Clean Clothes (tu mozecie go przeczytac)

Zycie na Miarę – książka Marka Rabij

Książka napisana, przez Marka Rabij dziennikarza Newsweek, wysłanego do Bangladeszu zaraz po tragedii w Rana Plaza, aby dowiedzieć się czy polskie marki produkowały w felernej fabryce. Wypadek ten jest kluczowy, w historii produkcji odzieżowej w Bangladeszu. Rozmiar tragedii, sprawił, że konsumenci zaczęli bojkotować marki, które zlecały produkcje w Rana Plaza. Nie można było zignorować tego wypadku jak setek innych, wcześniejszych. To pewnego rodzaju punkt zwrotny w historii produkcji odzieży w Bangladeszu. Jaki to przyniosło skutek? Co się zmieniło ? Jak wygląda dzisiejsza sytuacja?

 


Tragedia w Rana Plaza.

Tragedia w Rana Plaza miała miejsce 25 kwietnia  2013 roku w Dhace stolicy Bangladeszu. Podczas zawalenia fabryki, zginęło prawie 1200 osób ponad 2000 zostały ranne. Jak to się stało? Budynek, który na dziko został przysposobiony na fabrykę, był w rzeczywistości pierwotnie czteropiętrowym biurowcem, którego konstrukcja nie przewidziana była na obciążenie w postaci fabrycznych maszyn i beli materiału. Na dachu budynku dobudowano nielegalnie dwa dodatkowe pietra, a na dachu tej konstrukcji umieszczono kilka potężnych agregatorów. Na długo przed tragedią w budynku pękały ściany i czuć było drżenie. Felernego dnia, szacuje się, że w fabryce mogło być nawet 6, 5 tys osób.  Akcja ratunkowa przebiegała nieudolnie. Przywalonych gruzami ludzi, starano się wyciągnąć piłując betonowe konstrukcje, iskry zapaliły materiały, których pełno było dookoła, a ludzie, przyciśnięci pod gruzami, zaczęli się dusić.

 


Jak wygląda praca w fabryce odzieży

Po przeczytaniu tego fragmentu, spojrzycie inaczej na swoją szafę.
Target dzienny w przeciętnej fabryce odzieży to ok 120 rękawków ( t-shirtu) na godzinę, a więc 2 na minutę, 990 na dzień. W czasie dniówki jest 30 minutowa przerwa na luch, ale mało kto korzysta z niej w pełni, nie wyrobiony dzienni target należy odrobić po pracy długimi i niepłatnymi nadgodzinami. Pośpiech nad maszyną powoduje masę wypadków, odcięte palce, przyszycie do materiału i inne wypadki. Supervisor (nadzorca) nie głaska po głowie, za zakrwawiony materiał można wylecieć z pracy. Brak zwinności kończy się kalectwem, które przekreśla życie. Tu nie ma odszkodowań ani renty inwalidzkiej, bez palca, nikt nie przyjmie cie do fabryki, na jedno miejsce jest kilkaset chętnych.
Angielskie słowa,  z korpo-świata weszły tu do użycia na dobre. Target, lunch, supervisor, product mengager, to codzienność w Benglaskich fabrykach.
Target systematycznie jest podnoszony, oczywiście w ramach tej samej pensji. Jak to wytłumaczyć pracownikom? Dobrem własnym, model znany chyba wszystkim pracującym w sprzedaży. Jeśli nie wyrobi się zamówienia na czas, wielkie marki przestaną zlecać, a kolejne zamówienia popłyną w inne miejsca, zmuszając fabrykę do zwolnień.
Wypłata, wydzielana jest jak jałmużna do reki, pod koniec miesiąca, nie zawsze w terminie. Dniówki bardzo łatwo stracić, za spóźnienie, zbyt długą przerwę w pracy, czy siku. Średni zarobek szwaczki to 3500-4000 taka, ( 3 tys= 100zł), po kilku latach doświadczeń maksymalnie 5-6 taka a więc 200zł.

Zagrożenia.

Wspomniane powyżej, wypadki w pracy, związane z brakiem zwinności, początkujących pracowników chcących wyrobić target zdarzają się często. Największym zagrożeniem są jednak pożary. Zanim świat ogarną szał po tragedii w Rana Plaza, wiele było tragedii budowlanych. Pożary natomiast dzieją się tak często, że rzadko zachodnie media, w ogóle o nich wspominają. W listopadzie 2012 roku w Tazreen Fashion w miejscowości Aschulia w pożarze zginęło, ok 170 osób, setki zostały ranne.  Jednak obraz tej tragedii budzi prawdziwą grozę. Konstrukcja fabryk jest tak przemyslana, żeby najpierw ewakuować to co najcenniejsze- magazyny z gotowymi produktami, następnie, opróżnić skład z materiałem. Nie ma tu wiele czasu na ewakuacje ludzi. W relacji Marka Rabija, osoby, które przeżyły pożar, mówią wyraźnie o zamykaniu krat na pietrach, by uniemożliwić ewakuacje. Wszystko co pozostało pracownikom to wyskoczyć z okien. Gaśnice przeciwpożarowe są przeterminowane, a nawet gdyby nie były, nie ma szkoleń instruujących jak ich użyć. To wszystko tworzy obraz, z którym nie można się pogodzić.

Przebłyski człowieczeństwa czy dobry marketing?

Po tragedii w Tazreen Fashion C&A wypłaciło poszkodowanym odszkodowania w wysokości 100 tys taka, to w wielu przypadkach półroczna, nawet roczna pensja. Czy to działanie marketingowe, by wyciszyć niedopatrzenie w zlecaniu w tak fatalnym miejscu czy odruch człowieczeństwa?  Amerykańska firma Walmart w tym samym momencie, starała się wykręci z odpowiedzialności, twierdząc, że od dawna nic w tej fabryce nie zlecała, co było daleki od prawdy, ( w czasie tragedii polowe lini produkcyjnych zajmowały zlecenia dla Walmartu)

 


Jak zbić cenę z produkcji 1,5 $ na 1 dolara?

Gdyby skurwysyństwa było mało, zdarzają się zabiegi, od których może zemdlić. Przychodzi zleceniodawca, do właściciela fabryki, który na gwałt potrzebuje zleceń i zgadza się na krótki termin realizacji, zleceniodawca targuje się za cene t-shirtów, chce zamówić 100 tys t-shirótw za dolara, niestety nie możne się na tak niską stawkę zgodzić. Po pertraktacja staje na 1,5 dolara, co ciezko nazwac wygórowaną sumą. Podczas zleceń panuje zwyczaj przelewania zaliczkii na specjalne konto, by fabryka mogła kupić właściwe materiały tzw akredytywa. Fabrykant nie wyrabia się w niewykonalnym terminem (mimo darmowych nadgodzin pracowników) . Wówczas przedstawiciel firmy, zgłasza się po zwrot pieniędzy z akredytywy, grożąc zerwaniem kontraktu i zniszczeniem reputacji na rynku nie terminowemu wykonawcy. To moment, w którym wielki brand ma  fabrykanta w garści i może zbić dowolnie cenę, druga strona zroby wszystko by tylko nie stracić zamówienia, które zrujnuje  fabrykę. Po takich zagraniach, mimo zaniżonej ceny, fabrykant odbija sobie straty na darmowej pracy pracowników, którym tłumaczy, że nie wykonanie większych targetów spowoduje utrate zamówień i zwolnienia…

Wybór zleceniodawcy?

O wyborze, nie decydują warunki pracy i zatrudnienia pracowników. Tu liczą się dwa warunki kto przebije stawki ten wygrywa: czas realizacji oraz niska cena. Nie ciężko chyba połączyć kropki, kto na tym traci najbardziej?

Co zmieniło się po tragedii? W Rana Plaza?

Przyciśnięte do muru sieciówki, bojkotowane przez konsumentów oraz atakowane przez organizacje broniące praw pracowników. Zmuszone były zdeklarowac się do poprawy jakości miejsc, w których wytwarzana jest odzież. Zaczęto organizować wiec audyty, sprawdzające, czy w fabrykach nie pracują dzieci, czy nie ma bezpłatnych nadgodzin i czy istnieje szkolenie przeciwpożarowe. Wszystko to brzmi bardzo sensownie i sama po wykładzie zorganizowanym przez organizacje „Kupuj odpowiedzialnie” poczułam pewną ulgę. Nie wiedziałam jednak, że istnieje wiele wybiegów, które pozwalają zakrzywić obraz Adytu, który szybko stał się wyspecializowana wycieczką po niemal idealnej fabryce, przypominającą turystyczne „eskapady do Korei Pólnocnej”, gdzie kazdy element pracuje na spojny obraz.

Na Zachodzie bez zmian

Najważniejszy jest święty spokój. Przyjemność kupowania nie może być zakłócona wizją pożarów, budowlanych katastrof, codziennego głodu i odciętych palcy. W pakiecie z ubraniem sprzedawany jest więc idealny obrazek. Po tragedii w Rana Planza, Bengalczycy wyspecjalizowali się w przedstawianiu tego, co odbiorca chce zobaczyć., Tworząc „wzorcowe fabryki”, z białymi ścianami i podłogami,wyjściami ewakuacyjnymi, pokojami zabaw, a nawet przedszkolami z jezykiem angielskiego dla dzieci pracownic. cytujac autora :

” Ulica w Dhace zwie je sarkastycznie pięciogwiazdkowymi fabrykami, bo prosto z luksusowych hoteli zwozi się do nich na pokazy dziennikarzy, działaczy organizacji walczących o prawa pracownicze i innych zagranicznych naiwniaków”

Złote fabryczki zlecają zamówienia innym fabryką, które wykonują zlecenie za niższe stawki w fatalnych warunkach.  Tego jednak klient nie wiem, albo woli nie wiedzieć – zna przecież pojecie „optymalizacja kosztów”.
W tym miejscu mydlana banka, w której unosiłam sie na fali spotkania i raportu „Grubymi nicmi szyte”, pękła. Jak wierzyć listą dobrych dostawców, jeśli Audyt bardziej przypomina Wycieczki dla turystów po Korei Pólnocnej niz powazne badanie?

Pracujące dzieci.

Pracujące dzieci, niestety ciągle są zjawiskiem powszechnym. Wspomniane audyty, pozwalają kupić sobie spokuj.
Cytując autora :

Ot jeszcze jedna usługa świadczona zachodnim kontrachentom przez miejscowy przemysł odziezowy. Jesli mozemy wyprodukować wam ładne ciuszki, elegancko je ometkować i zapakować, to przecież mozemy też dodać w pakiecie błogie przeświadczenie, że wszystko to odbywa się w niemal rajskich warunkach”

Praca dzieci, jest  w wielu rodzinach koniecznością, zarobki są tak niskie, ze nie wystarczają na jedzenie i opłaty nie mówiąc już o szkole, która w teorii, jest bezpłatna, ale w rzeczywistości pobiera opłaty niby na sprzęt czy na wyposażenie itd. Działanie to sprawia, ze często rodziców nie stać na posłanie dzieci do szkoły, a jedynym sposobem by utrzymać rodzinę jest gdy tylko maja wystarczająco siły posłać je do pracy.

 


Remedium?

Czemu nie podnieść o kilka złotych/ jednego dolara/ jedno euro ceny podkoszulka, ?
Poszukując odpowiedzi na pytanie jak my mozemy pomóc, krążyło mi po głowie takie pytanie. Gdyby tak utworzyć organizacje, która dopilnuje by pieniądze trafiły do pracowników? Niestety to bardzo zachodnie myślenie, mało realne w ujęciu Beglaskim, gdzie pracownicy nie posiadając kont bankowych, wypłaty w formie jarmużny pobieraja od właściciela fabryki. Szwaczki oraz pomocnicy w fabryce są na najniższym stopniu drabiny, w fabrycznym ekosystemie. Podniesienie cen spowodowałoby wiec, ze najpierw po pieniądze zgłosił by się fiskus, później podwykonawcy ( twórczy materiałów, guzików, zamków), dostawcy prądu, wpdy, transportu, a na samym końcu, zostaliby pracownicy, nie posiadający związków zawodowych, nie walczący o swoje prawa. Przy tym wszystkim pojawia się kolejne ryzyko…

Ryzyko.

Walka o wyższe standardy pracy, brak nadgodzin, zakaz pracy dzieci może doprowadzić do braku, opłacalności produkcji. Odzież to bussines, tu wszystko musi się zgadzać. Jeśli więc podniesione zostaną koszta produkcji, firmy szybko znikną z rynku Bengalskiego. Podobnie stało się z Chinami, z których produkcja odzieży już prawie wyparowała. Następna w kolejności jest jeszcze słabiej rozwinięta Birma, która nie ma jeszcze tak wyspecjalizowanych rzemieślników, ale stawki ma już znacznie bardziej konkurencyjne. Następne w kolejce są kraje Afrykańskie, cześć produkcji, próbnie przeniesiono już do Etipii. Nowy rynek, da szanse na jeszcze niższe stawki i większe wykolejenia, nim ktokolwiek sie nim zainteresuje.

Przytoczyłam tu tylko kilka najwazniejszych faktów, ksiazka, jest naprawdę dobra i pokazuje rzeczy, o których nie chcemy wiedzieć. Ostrzegam, fakty sa przytłaczające, a zakończenie nie niesie z sobą gotowego rozwiązania.
Bo jak widac takie nie istnieje. Szukałam odpowiedzi w wielu miejscach. Organizacja, Clean Clothes Polska, w swoim raporcie wykazała jak wiele miejsc przebadano i jakie zmiany poczyniono. Bengalski rynek zna jednak zasdę- szybko i jak najtaniej, ciezko wiec wyobrazić sobie, podnoszenie minimalnej płacy oraz inwestowanie w poprawę warunków, skoro można przenieść produkcje do jeszcze biedniejszego kraju świata. Raport sporządzony na niecały rok po tragedii nie dawał zbyt wiele optymizmu.

Robiąc research, natrafiłam na List otwarty Marka Piechockiego, prezesa LPP SA do mediów.(link)

Firmy, która najpierw wyparła się by kiedykolwiek produkowała w Rana Plaza, przciesnieta do muru, z metkami, Cropp znalezionymi w ruinach budynku, bojkotowana, przez polski rynek, musiała zrobic cokolwiek by uratować firmę. Choź działania te nie były zbyt widoczne, W liscie nareszcie słyszymy o konkretach, które mam nadzieje, nie sa jedynie PR-em. Mozemy przeczytać:

katastrofa budowlana w Bangladeszu, do której doszło 4 lata temu, przewartościowała nasze myślenie i przyczyniła się do zmiany naszego podejścia do kwestii odpowiedzialności za warunki produkcji odzieży naszych marek: Reserved, Cropp, House, Mohito i Sinsay. Od tego czasu firma LPP – mimo zmniejszenia zysków w ostatnich dwóch latach – wykonała ogromną pracę na rzecz poprawy bezpieczeństwa w fabrykach w Azji. Wartość nadkładów na ten cel to 16 mln zł.(…)

W raporcie możecie prześledzić liste zmian jakie firma wprowadziła. Mimo, wszystko po lekturze Marka Rabija, jestem ostrożna z entuzjazmem, choć mam nadzieje, że zmierzamy w lepsza stronę.

Bangladesz nad Wisłą

Gdy pisałam wczoraj dla Was ten tekst, chciałam zakończyć go konkluzją, że im bardziej zagłębiam się w temat, tym czuje się gorzej i mniej ufam. kupowanym rzeczą. Co raz jestem skłonniejsza, zacząć szukać droższych polskich zamienników.i kupowac tylko lokalne wyroby. Zanim posta opublikowałam trafiłam na artykuł Bangladesz nad Wisłą...  Gdzie pojawiają się brandy, które szyją w Polsce, korzystając z polarności metki MADE IN POLAND, która budzi poczucie bezpieczeństwa i wizje Fair Trade. A tymczasem, możemy naprawdę sie zdziwić. Oczywiscie nie mozna porównywac warunków pracy, z Trzecim Światem i Bengalską rzeczywistością, jednak jak na Europejskie realiza, jest to karygodne. Nie podejrzewałabym o takie posunięcia m in firm takich jak m in. Vistula. Zarobek po dwóch tygodniach pracy wynosił 300 zł!

Co nam pozostaje?

Co nam pozostaje?  Jesli chcemy być mądrymi rozsadnymi konsumentami, oprocz tego by kupowac tylko to co jest nam naprawdę potrzebne i nie wyrzucać odierzy po sezonie. Możemy weryfikować listy dostawców, w wielkich brandach wierząc, ze audyty robione były w dobrej wierze i większym zaangażowaniu, oraz poszukiwac polskich niewielkich firm, które szyją na miejscu, w godnych warunkach. Ewentualnie kupować lokalne wyroby, o nieco wyższej cenie, tworzone recznie. Choc czasem i tu łatwo się naciąć.
To bolesne, że naprawdę mimo, chęci ciężko być fair w dzisiejszym świecie. Gdy zaczynamy czytać o fair trade, okazuje się, ze nawet banan, który z radością zjadamy na drugie śniadanie, mając poczucie, ze jesteśmy fit i jemy zdrowo, ma nieźle za pazuchą i zbierany są w koszmarnych warunkach…
Mam nadzieje, że dojdziemy do punktu, w którym jako rozwinięte społeczeństwo, będziemy mieli możlwość wyboru naprawde fair trade produktów. Z świadomością, ze płacimy więcej, bo trafia to w ręcę, najbiedniejszych.
Ja postaram się cyklicznie podrzucać tu firmy, które działają fair. faktycznie produkują uczciwie i płaca sensownie swoim wykonawcą, jelśi tylko takie znajdę. Jeśli znacie takie, wrzucajcie w komentarzach.
mam nadzieje, że ktokolwiek dobrną do końca.
pozdrawiam ciepło
Linki dla tych, który mało:

Gdyby ktoś z Was chciał przeczytać całość:

You Might Also Like