Islandia to Tolkienowskie Śródziemie. Wróciłam z Raju!

Dwa tygodnie temu wróciłam z Islandii. Nie mogę jednak zrelacjonować tej podróży. Nie potrafię. Ciągle jeszcze w gardle stoi mi milion niewypowiedzianych achów i ochów, których nie miałam już sił wyrzucić z siebie widząc to wszystko co zwalało z nóg, odbierało mowę i pozbawiało umiejętności werbalizowania swoich myśli. Można było  tylko wydawać z siebie jakiś pomruk, wzdychania, czy jęki. Pierwszy raz w życiu brakło mi epitetów: piękny, cudowny, niezwykły, oszałamiający, fantastyczny, powalający… Wszystko wydawało się wytarte, zbyt proste i niezbyt dosadne, podczas tej podróży. Być może dlatego co jakiś czas, gdy odzyskiwałam mowę wyrywało mi się, Boże! Przecież jesteśmy w Śródziemu! Tu jest jak w Shire! Patrzcie, tu jak w na stepach Rohanu. – Ku przerażeniu moich współtowarzyszy, z których żaden nie jest fanem fantasy. Co gorsza nikt z nich nawet nie widział filmu Petera Jacksona ( sic! tacy ludzie jeszcze istnieją?!). Moje pojedyncze okrzyki wydawały się wołaniem szaleńca na pustyni. Co nie było spostrzeżeniem wcale tak abstrakcyjnym, bowiem, była i pustynia, i jeden szaleniec, któremu z piękna odbierało co chwile rozum… Tak więc starałam się pohamować, swoje okrzyki, porównania i wywody, jak to identyczne nie jest owe pasmo górskie z moim wyobrażeniem Gór Mglistych . Jak te mchy nie … Czytaj dalej Islandia to Tolkienowskie Śródziemie. Wróciłam z Raju!