LIFESTYLE SLOW LIFE WNĘTRZE

Slow Design. Fascynacja lisami. Dziecięce książki o Lisach.

16 stycznia 2017

This post has already been read 461 times!

Dzisiaj pół żartem pół serio, ponieważ jeśli wierzyć specjalistą z powodu Blue Monday, wszyscy mamy ciężki dzień. Chcąc uprzyjemnić Wam poranek, dziś kilka słów o lisach i domowych dodatkach w lisie wzory, czyli o tym, że warto otaczać się tym co dla nas jest ważne i ma osobiste znaczenie.
Pisałam wiele razy, że nie lubię gadżetów, które nic dla mnie nie znaczą, jeśli coś jest o tagowane, to powinno kojarzyć się z czymś dla mnie osobiście istotnym. Jednocześnie nie lubię, wielkich wystawek, wzorzystych rzeczy, więc na takie szaleństwa pozwalam sobie tylko, wtedy, kiedy nie koliduje to z pomieszczeniem i nie będzie zbyt inwazyjne. Najlepiej, jeśli to rzecz codziennego, użytku, która i tak była na liście zakupów, a przywieziona z podroży będzie dodatkowo przypominać wspaniały dzień, w nowo odkrytym miejscu. Zamiast kupować dodatki w Ikei, wyszukuje je w podróżny na targach staroci bądź ulicznych bazarach, wówczas nawet poranna owsianka ma inny wymiar, jeśli nabiera się jej ze  słoja wygrzebanego na ulicznym bazarku w San Francisco .
Dlaczego Lisy?
Mam kilka takich motywów którymi chętnie się otaczam, stylowe plakaty, rzeczy vintage, mapy i lisy, dziś będzie o tych ostatnich.
Odkąd pamiętam uwielbiam listy. Zastawiałam się kiedyś nawet nad kupieniem sobie lisa do domu, jednak po spędzeniu pewnej leniwej soboty z moim przyjacielem na oglądaniu „co robią lisy”, „jakie dźwięki wydaje lis” czy po prostu „domowych lisów” pożegnałam na zawsze ten pomysł.
Lis Witalis
Jako mała dziewczyna każdego dnia czytałam z moim dziadkiem, bajki. Wiele było bajek, które najpierw on mi czytał, później czytałam ja. Jedną z pierwszy naszych wspólnych lektur były wiersze Jana Brzechwy, czytane tak często i tak żarliwie, że do dziś obudzona w środku nocy wyrecytuje 4 stronicowy wiersz „O Panu Sztuce” oraz „Lisie Witalisie”! ( „Bo miał Witali taki ogon, ze nie było, wprost nikogo, kto nie stanął by zdziwiony, Taki Ogon! nad Ogony!(…)).
Mały Książe 
Później Przyszedł czas na Małego Księcia, o zgrozo, do dziś znam większą część tej bajki na pamięć, a List zawładną moim sercem bezapelacyjnie. Co roku czytam ją na nowo i wzruszam się za każdym razem. Zeszłoroczna ekranizacja Małego Księcia, rozłożyła mnie na łopatki, pierwszy raz w życiu dwa razy poszłam do kina na to samo, tydzień po tygodniu. Plącząc równie żarliwie!
Franky Furbo, Wiliama Warthona
Trzecim Lisem w moim życiu był Franky Furbo, napisany przez Wiliama Warthona. Jako nastolatka, kochałam Warthona szaleńczą miłością, obrzucając go tytułami najwspanialszych pisarzy. fascynacja oczywiście minęła, przypuszczam, że dziś tak wzruszające dla 16 letniego serca zdania byłby by trochę śmieszne, jednak sentyment i wspomnienie nastoletnich wzruszeń niezmiennie sprawiają, że myślę o autorze i jego lisie bardzo ciepło. Za sprawa tego Lisa, przez kolejne lata, bez owocnie, nazywałam kolejne zwierzęta, które pojawiały się w naszym domu jego imieniem. Przyznaje to dość awangardowe, by zwierzę posiadało dwuczłonowe imię, tak też reagowali na to moi domownicy. Dziadek szybko wybił mi z głowy Frankiego Furbo, krzycząc za jednym z psów, FRRRRRAAANEEEEK!
Moje udomowione lisy:)
Po tym, krótkim przeglądzie, Lisich bajek i powieści, chyba bardziej zrozumiałe są moje dwa listy, kupione w Vintage shopie, z magicznymi słojami, pełnymi dwugłowych, dwu ogoniastych zwierzą uwiezionych na lata w formalinie. Franky i Furbo to nasza solniczka i pieprzniczka, która rodzi pytania, na każdym cooking meetingu, śmieszy i pobudza do dyskusji, na temat ulubionych postaci literackich z dzieciństwa, a mi przypomina wspaniały dzień, który spędziliśmy w San Francisco w ulubionej dzielnic Hight Ashbury. Podobnie zresztą z innymi lisimi dodatkami, jak rękawica do piekarnika, kupiona na największym w tej części Europy markecie z lokalnymi przetworami w Rydze, podczas naszej alternatywnej Wielkanocy zeszłego roku, czy też moja poduszka do samolotu, za którą służy, Ikeowski lis, który wyprawił się ze mną nawet nad Bajkał towarzysząc w kolei Transsyberyskiej. Do kolekcji można by doliczyć tyle lisich skarpetek ile udało mi się znaleźć (kupowanych w podroży, zielone przyjechały z Rosji, inne z Londyńskiego Primarku)  oraz mój nieszczęsny Kanken również z lisem:).
Przesłanie na koniec, otaczajmy się tym co jest dla nas cenne i przywodzi miłe skojarzenia, nawet jeśli dla innych to żenujące czy tandetne, a katalogowe wnętrza pozostawmy ludziom bez fantazji 🙂 Jestem bardzo ciekawa, czym Wy lubicie się otaczać? Jakie motywy poprawiają Wam humor, czynią szczęśliwszymi? Co przywozicie z podróżny?
Ps. na poprawę humoru dziś popołudniu proponuje Ekranizacje Małego Księcia ( z 2015 roku i gorąca czekoladę!)

You Might Also Like