JEDZENIE PODRÓŻE

Ameryka to nie tylko burgery. Co dobrego ( i zdrowego) zjeść w stanach?

24 stycznia 2017

This post has already been read 986 times!

Stany to wbrew ogólnej opinii, nie tylko burgery i cieknące tłuszczem fast foody, choć jeśli chcecie takich Wam nie zabraknie. Dla nas była to podróż w poszukiwaniu smaków lokalnych społeczności. Gdzie jeśli nie tu w Chinatown, Little Tokio czy Meksykańskich dzielnicach spróbować doskonałego jedzenia emigrantów? Tym tropem można naprawdę rozsmakować się w kuchni meksykańskiej, która na południu Kalifornii jest zwyczajnie WYBITNA! Powiem Wam jak szukać najlepszych burgerów i jak zjeść zdrowo w sieciówkach. gotowi?
Meksykańska kuchnia
Nie jestem szczególnie obiektywna, bo należę do fanów meksykańskiej kuchni, dlatego jedzenie w San Diego, czy Los Angeles było dla nas czystą frajdą. Od czego zacząć? Od przepysznych nachosów z sosami przynoszonymi, cały czas jako przystawki, zanim rozpoczniemy jedzenie. Najlepiej oczywiście, żeby każda z osób zamówiła coś innego i zwyczajnie dzielić się tym co wpadnie na stół. Polecam w szczególności taco i fajite, w Meksyku, oraz na południu Ameryki serwują wszystkie dania razem z purée z fasoli, dużą porcją ryżu i wszystkimi sosami, dlatego każde danie w połączeniu z tym kompletem jest maksymalnie zapychające! Osobiście, zawsze wybieram te mniej tłuste dania, stąd quesadillas często podawana wyłącznie z serem w środku, jest dla mnie zwykłym zapychaczem.
W temacie Meksykańskiej kuchni, łatwo nadziać się na sieciówke Tacobell, która oferuje dania meksykańskie, jednak są one bez smaku, słabej jakości. Lepiej omijać szerokim łukiem.
Little Tokio
Oprócz Meksykańskich uniesień, czekały nas prawdziwe rozkosze, w Little Tokio w San Francisko, oraz w Los Angeles, gdzie w naprawdę dobrej cenie można kupić sushi, zipę misu i całą tackę warzyw w tempurze. Little Tokio w San Francisko, to temat na odrębną opowieść, można przez moment naprawdę poczuć się jak na ulicach Tokio. Sklepiki, stragany i knajpki prowadzone przez Japończyków o bogatym menu, prezentowanym na wystawach w postaci plastikowych dań!. Udało nam się, upolować tam, danie, które znaliśmy wcześniej tylko z Youtuba:  ( link ) Hiroszima Okonomiyaki
Little Tokio naprawdę nas zaskoczyło!
W jednym jak i drugim Małym Tokio mamy możliwość zanurkować w asortymencie, którego trudno szukać w Europie, kolorowe chipsy, żelki, słodycze w wersji nieznanej na starym kontynencie, można dostać oczopląsu!
Chinatown
Jeśli chodzi o chińszczyznę, nie należę do wielkich fanów, ale w tej atmosferze chińskiego miasteczka, z profesjonalistami; chińska kuchnia nabrała dla mnie zupełnie nowego wymiaru. Szczególnie polecam klimatyczną restauracje chińska, z miejscem na balkonie i widokiem na główną ulice Chinatown. Bezapelacyjnie zjadłam tu lody mojego życia, o smaku zielonej herbaty oraz sezamowe kulki (paczki), które z wierzchu były chrupiące a w środku idealnie miękkie i zarazem ciągnące, to jeden z tych momentów, w których jeszcze cos i wiesz, że to ciastko Twojego zycia! Jadłam w Polsce wielokrotnie banany w cieście, ale te były mniej tłuste i rozpływały się w ustach. Były niezwykłe, to oczywiście wielkie kaloryczne przestępstwo, ale co tam, raz za czas trzeba.
Amerykańskie sieciówki, jak nie przytyć? Jak zjeść w nich zdrowo?
Wyjechałam niezwykle uprzedzona do amerykańskiej kuchni, szufladkując ją jako podrzędną, śmierdzącą spalonym tłuszczem, nie wartą zainteresowania ( cóż za otwarty umysł i tolerancja!) Na miejscu szybko zweryfikowałam poglądy. Amerykanie mają sporo sieciówek, w których można zjeść przyzwoicie. Co prawda wymaga to trochę więcej zachodu i przewertowania menu, kilkakrotnie, żeby wybrać to co jest mniej kaloryczne, jednak nie jest to niemożliwe. Tym sposobem zamiast kurczaka w panierce można dostać grillowane mięso,  zrezygnować z frytek na głębokim tłuszczu bądź zastąpić je opiekanymi ziemniaczkami, czy tez zwykłą pitą. Cole zwyczajnie zatapiać kranówką, którą dostajemy za darmo w każdej restauracji i już jesteśmy do przodu dobre 400 kalorii Wiele sieciowek daje możliwość wyboru sałatek, w tym za dodatkową opłata na przykład awokado, co warto robić za każdym razem.
O ile McDonalda i Burger Kinga nie trzeba nikomu przedstawiać, o tyle Jeff’s, Wendy’s czy Chillis już nie sa w Europie takie popularne.
Jeff”s jest w Warszawie i serwuje świetne mięsa, znałam go więc przed wyjazdem do USA, stąd odpuściliśmy go sobie tutaj.
Natomiast  Chillis to moje odkrycie, które polecam każdemu. Możemy dostać tu zarówno, burgery i steki, sałatki i przekąski ale także kuchnie meksykańską. Tym sposobem, zjedliśmy genialne mini burgery na słodkich bułeczkach z doskonałym mięsem w środku, fajite oraz nachosy z kurczakiem zapiekane z serem. To prawdziwa uczta dla podniebienia.
 
Nie tylko sieciówki.
Jeśli mamy czas i odejdziemy od turystycznych arterii, łatwiej znaleźć magiczne miejsca. W San Francisko to szczególnie łatwe, to miasto może być synonimem  doskonałego jedzenia, nie zgadzajcie się wiec na byle jakie fast foody jedzone w North Beach, warto zapuścić się w okolice Castro, Mission, Golden Gate Park czy Hight Anshbury i znaleźć cos kameralnego i naprawdę zaskakującego. Tym sposobem upolowaliśmy genialnego sandwicza z wołowina, grzybami i serem, autorski wyczyn kuchni amerykańskiej.
Amerykańskie Burgery
Przyjechaliśmy z przekonaniem, że za każdym rogiem czekają na nas wielkie burgery. Warszawskie standardy slow burgerów ostro podniosły poprzeczkę i ciężko było nam znaleźć cos zadowalającego (nie mówiąc o mini burgerach w chillis). Wszyscy tubylcy odsyłali nas do In–n-Out, to miejsce gdzie możemy zjeść dużego burgera. Nazwałabym to siecióka pośrednią pomiędzy McDonaldem a czymś lepszego standardu, nie jest źle ale szału nie ma.
Dla mnie absolutnym numerem jeden pozostaje SmashBurger, gdzie do wyboru mamy cos naprawdę zdrowego. Zbożową bułkę, grillowanego indyka, awokado, pomidory, jajko plus możliwość rezygnacji z boczku i majonezu. Ten burger/ sanwich tak mi zasmakowała, ze wracałam po niego kilka razy.
Na burgery warto polować w pojedynczych, oryginalnych lokalach. Ostatecznie największego upolowaliśmy w Uniwersal Studio w Meli, był tak wielki, że wystarczy za jeden na cały dzień zastępując wszystkie posiłki.
Śniadania.
To prawdziwe wyzwanie w podróży, ponieważ nie dam rady wyjść z domu bez śniadania, co rano robiłam sobie moje szybkie musli przywiezione z Polski w postaci gryczanych i jaglanych płatków z orzechami. ( o jeden zdrowy posiłek do przodu!) Problem śniadań w Ameryce de facto by nie istniał, gdyby nie fakt, odkrycia, że zestawy śniadaniowe są genialne i warto zjeść  bruch około 12 i załapać się na menu serwowana do południa. Tym sposobem, odkryłam nową miłość: Jajko po benedyktyńsku z sosem holenderskim. Przez kilka ładnych dni codziennie powtarzałam ten rytuał, jedząc je na kilka różnych sposobów, z łososiem, z awokado czy tez ze szpinakiem. Za każdym razem było genialne! Fahad kiwał z niedowierzaniem głowa patrząc jak rozpływam się nad tym jajkiem. Obiecuje podrzucić przepis na to danie.
Amerykańskie naleśniki ( Puncake) to naprawdę ( nie tylko filmowo) tutejszy śniadaniowy standard. Na co dzień raczej nie pozwalam sobie na takie uczty, ale w Ameryce, trzeba tego spróbować. Śniadaniowy zestaw jest zaskakujący, McDonald oferuje nam jajecznice z boczkiem, dwoma kiełbaskami, panierowanym plackiem z ziemniaka, małymi naleśnikami, masłem i syropem. To naprawdę duży zestaw, warto się nim podzielić. Zdążyło mi się również próbować tych z Burger Kinga. Ta wersja śniadania jest tu tak popularna, że jeden z moteli oferował nam również tylko i włącznie pancake, powiem więcej, właściwie to tylko masę na nie, którą samodzielnie musieliśmy rozrobić i usmażyć.
Kawa
Nie jestem kawoholikiem i nie lubię narzekać, ale kwestia kawy w Ameryce to wielki problem. W ich rozumieniu kawa to kawa filtrowa, której możesz wypić 6 dzbanków i dla osoby pijącej jedno espresso dziennie nadal będzie to niewystarczająco. W Ameryce nagle staje się jasna skąd  wzięła się sława Sturbucksa, tam najłatwiej dostać prawdziwą kawę w rozumieniu Europejskim, espresso, cappuccino itd. Przy tym nie jest łatwo, uniknąć dodatkowego cukru! Trzeba zawsze zaznaczać wyraźnie: bez syropu, bez bitej śmietany, bez posypki czekoladowej, co rzecz jasna budzi zdziwienie. Uwaga, McDonald w zależności od kraju ma różne menu, nie dostaniemy  tu żadnej kawy oparte na espresso wszystkie są wariacjami kawy filtrowej z dużą dawka cukru.
Supermarket
To jedno z tych szoków kulturowych, gdzie wchodząc do supermarketu wchodzisz to świata znanego z filmów, gdzie paczka popcornu jest niemal rozmiarów człowieka, mleko sprzedawane w rozmiarach trudnych do zmieszczenia w zwykłej lodówce! Dużo znanych w Europie produktów w Amerykańskiej wersji jest dosładzanych. Znalezienie jogurtu naturalnego graniczy z cudem, ostatecznie odpuściłam tą misje. Wszystko co udało mi się znaleźć to tłusty jogurt grecki sprzedawany w mini wiaderku. Po jednej wizycie w supermarkecie odpuściliśmy kolejne, kupując ewentualnie bagietkę, banana i philadelphie do smarowania. Przypuszczam, że są jakieś sposoby na mądre zakupy w amerykańskich sklepach, ale stanowi to spory wyczyn, wymagający wiedzy, wczytania się w etykiety i znajomości produktów, na który zwyczajnie było mi szkoda czasu. Cenowo  nie wypada to wcale lepiej niż jedzenie na mieście, jeśli chcemy kupić cos sensownego.
Jak znaleźć dobre knajpy?
Warto pisać na couchserfingu i pytać tubylców, sprawdzać blogi lokalsów, zapytać przechodniów, weryfikować na zamato (które w przeciwieństwie do tripadvisora służy przede wszystkim lokalnym społecznością) jest wiec bardziej wiarygodne, a pojawiające się tam pozycje są zwyczajnie tańczę bo nie dedykowane pod turystów. Ewentualnie spacerując, sprawdzajmy, jak wygląda dany lokal, co serwuje w menu i czy czasem nie świeci pustkami (to zawsze zła oznaka), najlepiej również stronić od głównych ulic.
Słowo na koniec.
Ameryka, może być miejscem genialnej podroży kulinarnej, przez dzielnice emigrantów, lokalne targi, a także odkrywanie kolejnych amerykańskich stanów, wcale nie musi być tłusto i ciężko. Jeśli tylko trochę się nagimnastykujemy da się wybrać z tego co oferuje nam ten wielki kraj obfitości naprawdę zdrowe i pyszne potrawy!
Ps. Wyjeżdżając już na lotnisko, dostałam w jednej z sieciówek jako dodatek masło „Europejski Styl”, pomyślałam sobie w pierwszym momencie cóż za prostaki, co to niby jest Europejski Styl! Chwilę później bijąc się w pierść uświadomiłam sobie, że my przyjeżdżając tutaj również, nie jesteśmy lepsi, nie dzielimy Ameryki  i nie analizujemy kuchni pojedynczych stanów, a może szkoda? Obiecałam sobie doczytać o tradycyjnej kuchni amerykańskiej w poszczególnych regionów, słyszałam, że Nowo Orleańska jest zaskakująca i zupełnie inna..

You Might Also Like